|
Ruch
górniczy podczas 30 letniej wojny.
W górnictwie już oo kilku lat panował
zastój. Stare pokłady kruszcu były
wyczerpane, a na urządzenie nowych
szybów brakowało pieniędzy. Mimo to
podjęto w roku 1638 na nowo górnictwo,
lecz walczono z wielkiemi trudnościami.
Dopiero 29 października 1639 r. donoszą
gwarectwa baronowi Hencklowi, że w tym
roku tyle kruszców wydobyły, że przez
cały rok będzie utrzymywany ruch huty.
Ostatnie lata 30 letniej wojny.
Miesiące na końcu roku 1639 i początku
roku 1640 minęły na ogół spokojnie i
uruchomione górnictwo zapowiadało
lepszą przyszłość, choć końca wojny
jeszcze nie można było przewidzieć.
W czerwcu 1640 r. znowu ściągnął
generał - wachmistrz, Eljasz Dittrich
baron Sperreuth w Tarn. Górach różne
kontrybucje wojenne, a kiedy w roku 1641
zakwaterowała się tu kompania sztabowa
i przyboczna pułkownika de la Croche,
musiało miasto w przeciągu 9 tygodni
samemu pułkownikowi wypłacić 1188 zł.
W jednym dniu, 21 listopada 1641
mieszczanie musieli oddać 72 korców
owsa, 440 wiązek siana, 220 wiązek
słomy i 338 zł. gotówki.
W pierwszej połowie maja 1642 r. znów
wpadli Szwedzi do miasta i znęcali się
w barbarzyński sposób nad katolikami,
wobec czego zastępca ówczesnego
proboszcza ksiądz Wojciech Terlegowicz
musiał opuścić miasto.
Księża katoliccy nie byli tu pewni
życia, dlatego proboszcz Wanacki dal
się zastępować przez okolicznych
księży lub przez wikarych,
dojeżdżających z Bytomia. Między
innymi pełnili tu obowiązki
duszpasterskie ks. Czajka z Reptów,
ks.Płotowski z Tarnowic Starych, ks.
Foltyński z Radzionkowa i wielu innych.
W następnych miesiącach miasto
utrzymywało rotmistrza Martiniego z jego
jeźdźcami. Aby w nim wzbudzić ludzkie
uczucia, obowiązali się obywatele
podarować mu l00 talarow, jego
kwatermistrzowi 20 tal. żolnierzom po 2
tal. i jego usłudze po 1 tal. Ten
dobrowolny okup oszczędził miasto tylko
krótki czas, gdyż zaraz pospieszył
starosta bytomski dnia 20 sierpnia 1642
roku z wymaganiem 5000 zł.
Pułk Grebischa żądał dnia 27
listopada 1642 tygodniowo 15 tal. i
żywność.
W roku 1643 miasto cierpiało od
żołnierzy pufku Kraffta, którzy
zabrali kilka dla miasta przeznaczonych
przesyłek z winem.
Pomimo, że wtedy wojska cesarskie
obozowały od Gliwic do Karniowa, więc w
najbliższej naszej okolicy,
wyplądrowały wojska nieprzyjacielskie,
które w liczbie 150 ludzi od Opola tu
wpadły, Tarn, Góry, Żyglin, Psary i
Woźniki.
W lipcu tegoż samego roku Szwedzi
powtórnie ograbili miasto i odgrażali
się za niedostarczenie kontrybucji
ogniem i mieczem, wskutek, czego dużo
mieszkańców schroniło się do Polski.
Aby uniknąć niełaski cesarza, rada
miejska zapytała listem arcyksięcia
Leopolda, jak miasto pod takiemi
nieznośnemi stosunkami ma się
zachowywać wobec Szwedów. Zamiast
odpowiedzi nadszedł pod datą 26
sierpnia 1643 rozkaz od starosty
bytomskiego:
,.Miasto Tarn. Góry powinne pod utratą
karku i wszelkiej czci natychmiast in
memento przysłać należące dzisięciny
do Bytomia".
Więc zamiast przybyć z załogą
bytomską na pomoc udręczonym
Tarnogórzanom, wojsko cesarskie
bezczynnie leżało i nie miało odwagi,
choć było liczniejsze od Szwedów,
stanąć otwarcie do walki z
nieprzyjacielem, plądrującym w
najbliższej okolicy. Oficerowie woleli
siedzieć przy winie i posilać się
wiedeńskiemi potrawami, niż narażać
swe życie, a listu z zapytaniem rady
miejskiej do arcyksięcia z pewnością
nic przepuścili. Wojsko ich było
leniwe. a dużo żołnierzy pouciekało i
włóczyło się po kraju, dręcząc i
ograbiając jak Szwedzi mieszkańców
naszej ziemi. W końcu i wodzom cesarskim
było tego za dużo, gdyż generał Goetz
rozkazał dnia 31 sierpnia 1643, żeby
wszyscy po wioskach wałęsający się
jeźdźcy i żołnierze natychmiast się
stawili do swoich pułków; kto tego nie
uczyni i wzbroni się, tego powinni
mieszkańcy natychmiast uśmiercić.
Niespokojne długie czasy wojenne nie
tylko ujemnie oddziaływały na rozwój
górnictwa, lecz także na charakter
ludzi. Niektórzy górnicy, widząc
swawolną wojaczkę porzucili pracę,
dali zaciągnąć się do wojska, lub
włóczyli się po kraju, szukając
sposobu taniego wzbogacenia się. Dlatego
dnia 16 stycznia 1646 r. na zebraniu
gwarków i rady miejskiej zawarł mistrz
górniczy i burmistrz Mikołaj Mężyk z
gwarkami olkuskimi, zajętymi w tutejszcm
kopalnictwie umowę, według której
leniwi górnicy, zwyczajni handlarze i
wszyscy prowadzący obok górnictwa
handel powinni być karani lub wydaleni z
miasta. Na temże zebraniu oświadczył
burmistrz, że w celu ożywienia
górnictwa trzeba obywateli zmusić do
udziału w niem. Po krótkiej naradzie
uchwalono, żeby gorzelników rewidować,
każdemu nieuprawiającemu górnictwa,
odebrać przyrząd do wypalania
gorzałki. Także warzenie piwa, wyszynk
wina i inne czynności tylko tym były
pozwolone, którzy brali udział w
górnictwie. Nawet szlachcicom tylko
wtenczas było wolno osiedlić się w
mieście, jeżeli się zobowiązali do
wspóludziału w kopalnictwie.
Obywatelstwo miasta stworzyło zatem
mniejwiecej jedno wielkie gwarectwo.
Jeszcze do roku 1648, kiedy wojna 30
letnia się skończyła, Tarnowskie Góry
i cała okolica nadmiernie cierpiały od
okrucieństwa Szwedów. Nienawiść
tychże kierowała się przede wszystkiem
przeciw katolikom. Sponiewierali i
znieważyli kościoły, plądrowali,
mordowali i zeęcali się nad
ludnością. *) [Zapiski w księgach
kościelnych]
W gałce od wieży kościelnej znaleziono
później zawiniętą w papierze kulę z
dopiskiem:
"Kulę tę wystrzelił Gustaw Adolf,
król szwedzki, do gałki tutejszego
kościoła".
Aczkolwiek Gustaw Adolf w Tarnowskich
Górach nie był, uwaga ta chce pewnie
zaznaczyć, że czyn ten bezecny
popełnił jeden z jego żołnierzy.
Faktem jest, że gałka oraz skrzynka w
niej schowana, są przestrzelone.
Jeszcze inny pozostawiły pomnik dzikie
wojska szwedzkie Stahlhantscha i
Torstensohna, mianowicie t. zw. szańce
szwedzkie przy Tarnowicach Starych.
Resztki z nich jeszcze dziś można
zauważyć po lewej stronie szosy do
Tarnowic St. przed probostwem na
narożnym gruncie między szosą i po
prawej stronie drogi kasztanowcj do
Reptów.
Trudne stanowisko pierwszych
księży katolickich.
Protestanci tutejsi poznali, że ich
nadzieje na uzyskalnie kościoła z
powrotem są daremne, dlatego
rozgoryczenie ich przeciw katolikom było
mader wielkie i kierowało się
przedewszystkiem przeciw katolickiemu
księdzu, który już po dwóch latach. w
sierpniu 1630 r. opuścił probostwo,
ponieważ uniemożliwiono mu wypelnienie
swoich obowiązków i w małej
katolickiej gminie nie miał dostatecznej
obrony, gdyż bogatsi obywatele i radni
miejscy byli luteranami.
Wyznawcy Lutra, pozbawieni kościoła,
szkoły, szpitala i cmentarza, odprawiali
swoje nabożeństwa. choć im to nie
było wolno, w domach prywatnych, a
zmarłych chowali na osobno wyznaczonej
części cmentarza św. Anny.
Po odejściu ks. Męczkowsklego przejął
probostwo ks. Andrzej Skarżyński z
Cze1adzi, lecz i jemu protestanci
uniemożliwili przebywanie w mieście.
Dlatego kazał się zastępować przez
sąsiednich księży i rzadko przybywał
do Tarn. Gór, więc niewiadomo, jak
długo na tutejszem Probostwie pozostał.
Następcą jego był ks. Walenty
Iwanowski z Radzionkowa, który do roku
1640 w parafji urzędował.
Czwartym księdzem był Jan Wanacki od
roku 1640 - 1651., który z powodu
rozruchów religijnych również dał
się tylko zastępować.
Dnia 16 lutego 1651 został ks. Jan
Maciejczyk, rodowity Tarnogórzanin,
uroczyście do tutejszego kościoła
wprowadzony. Był on uczonym i
energicznym człowiekiem i przeprowadził
później, że kilku katolików
względnie Polaków wybrano do rady
miejskiej, która dotąd składała się
tylko z samych protestantów. Wobec tego
żądano od niego powołania nemieckiego
księdza z uzasadnieniem, że dawniej
przy protestantach też tak bywało; nie
zważano jednak na to, że dochody już
nie były te same co przedtem, albowiem
rada miejska pobory księdza bardzo
ukrócała i nikt z Niemców katolikiem
nie był. Jako odpowiedź na żądanie
rady było kazanie karne w święto
Wniebowstąpienia, co spowodowało
rozruchy i napaści na księdza ze strony
protestantów. Zażalenie księdza u
władzy miało ten skutek, że rada
miejska otrzymała naganę i zobowiązano
ją księdza tak opłacać, żeby mu
starczyło na utrzymanie niemieckiego
wikarego. Dalej zostały księdzu
zwrócoe cztery łany (jutrzyny)
należącej do kościoła "Ksieżej
roli" przed bramą Krakowską i
zatrzymane dotychczas dziesięciny, czyli
podatki kościelne z kopalni kruszców,
które jednakowoż z powodu upadku
górnictwa nie były wysokie.
Stosunki miejskie po wojnie
trzydziestoletnej.
Rada miejska, aczkolwiek protestancka,
zważała w czasie reformacji bardzo na
obyczajność i porządek w sprawie
nieślubnych dzieci, które wykluczone
zostały z prawa prowadzenia różnych
rzemiosł i przemysłu. Obchodzono się z
niemi w najhaniebniejszy sposób, żeby
takiem postępowaniem ogół napominać i
poprawić. Kiedy dziecko takie dorosło a
osiągnąć chciało szacunek i
pozwolenie na prowadzenie rzemiosła lub
późrnej przystąpić chciało do cechu,
wymagano legitymacji od dziedzica lub
władzy krajowej, co było połączone z
wielkiemi kosztami.
Wieki średnie były błogim, złotym
czasem dla rzemiosła. Stan
rzemieślniczy równał się stanowi
kupieckiemu, gdyż rzemieślnik
znajdywał dla swoich wyrobów na targach
dobry zbyt, albowiem u kupców towarów
jego nie można było otrzymać, a fabryk
żadnych nie było. Wynalazek maszyny
zniszczył później większą część
wolnego stanu rzemieślniczego, który w
dawnych czasach był podstawą i podporą
państwa i stanowił elitę miast.
Udział miasta w przemyśle i w różnych
przedsiębiorstwach był bardzo wielki.
Posiadało dobra Lasowice i Sowice,
kopalnie, huty, młyny, płóczki,
browary, sukiennice, aptekę i t. d.
Zakupiony w roku 1649 na rzecz miasta
browar, oraz słodownię Rostkowskiego
przed bramą Krakowską uruchomiono w
roku 1651. Gmina posiadała teraz dwa
miejskie browary i słodownię. Browar
Rostkowskiego sprzedało miasto w roku
1858 za 8000 tal.
Liczba
mieszkańców miasta wynosiła w roku
1654 około 800 głów i ochrzczono 37
dzieci. Wynika z tego, że tak mała
parafia nie mogła utrzymywać jednego, a
cóż dopiero dwóch księży i dlatego
ks. proboszcz Maciejczyk koniecznie
obstawał za pełnem wypłacaniem mu
dziesięcin, których mu rada miejska i
gwarectwa ponownie odmówiły. Z tego
powodu ksiądz nie zezwolił na używanie
dzwonka szychtowego, wiszącego wówczas
w górnym otworze wieży, a którym
dzwoniono codziennie rano i wieczorem o
godz. 5 - tej dla górników na znak
zmiany pracy.
Pamięć o tym dzwonku uwiecznił
nieznany wieszcz w piosence górniczej
pod tytułem "Dzwonek
tarnogórski":
Już
się odzywa miły głos
Dzwoneczka z naszej wieży
Więc spieszmy wraz jak każe los
Na szyb niech każdy bieży.
Całuska prędko lubej daj
I spiesz w podziemny gnomów kraj
Nas czeka praca tam,
Szczęść nam, Szczęść nam,
Szczęść, Boże nam!
Aby w
sprawie dzwonka szychtowego
uniezależnić się od księdza
katolickiego, nabyła rada miejska w roku
1656 własny dzwon j umieściła go na
ratuszu. Około 90 lat później, gdy
wykazało się, że dzwon jest tam
zbyteczny, umieszczono go przy kościele
św. Anny, gdzie jeszcze dzisiaj się
znajduje. Nosi on następujący napis:
Campana pro curia Tarnomont erecta anno
MDCLVI (1656).
Początkowo kościółek św. Anny nie
miał dzwonu, gdyż dopiero w roku 1750
po raz pierwszy zaznaczony jest dzwon w
inwentarzu i właśnie wyżej wspomniany.
W latach po wojnie trzydziestoletniej,
kiedy to Górny Śląsk należał do
Polski, wzrosła tu także inteligencja
polskokatolicka. W roku 1653 byt tu
aptekarzem Daniel Skawiecki, katolik,
którego apteka znajdowała się w
ówczesnym ratuszu; umarł dnia 24
września 1687 r., w roku 1654 był tu
adwokatem pewien Niwka, a w roku 1657
lekarzem Mikołaj Zarawski; również
burmistrzowie byli Polakami, choć
początkowo często ewangelikami, n. p.
Gruzelko 1608 r., Mikołaj Mężyk 1632
r. Oprócz tego zasiadywało już w
radzie miejskiej kilku Polaków.
Podkop "Boże
wspomóż".
Małemi środkami uruchomiono na nowo
wydobywanie kruszcu po wojnie 30 letniej.
Dnia 22 lipca 1652 r. rozpoczęto budowę
podkopu "Boże wspomóż" przez
obywatela olkuskiego Jana Szała. Od
ujścia na gruncie rybneńskim otrzymał
podkop kierunek w stronę wzgórza
Redena, gdzie dziś znajduje się miejski
zakład wodociągowy, czerpiący wodę
właśnie z tego podkopu. Długość
nowego podkopu wynosila 703 sążni a
leżał o 4 1/2 sążnia głębiej od
podkopu św. Jakóba. Gdy podczas budowy
zabrakło gotówki, a obywatele uchylali
się od przepisanego współudziału,
rada miejska powzięła dnia 3 sierpnia
1653 następującą uchwałę:
"Kto się nie uiszcza ze składek na
budowę podkopu, temu się odbierze prawo
do handlu i przemysłu". Według
dalszej uchwały z dnia 9 listopada nie
wolno takiemu soli zakupić dla obcych
(to znaczy na odsprzedaż).
Składki na budowę podkopu t. zw.
zamkosty trzeba było przymusowo
ściągać. Prośba do hrabiego Henckla z
dnia 17 kwietnia 1654 r. o udzielenie
zapomogi nie odniosła żadnego skutku,
przeciwnie, miasto znowu musiało
utrzymywać pół kompanji żołnierzy
pulkownika - porucznika Jana Adama dc
Garnier i dać 519 zł. w gotówce.
oprócz tego zapłacić wszystkie
państwowe podatki.
Za zgodą hrabiego Henckla nałożono
jeszcze miastu w październiku 1655 r.
podatek wojskowy w wysokości 5000 tal.
Od października 1655 r. do 7 lutego 1656
r. wydało miasto na stojące tutaj
załogą wojsko marszałka hrabiego
Hatzfelda w gotówce 600 zł. i
pożywienie, a znów dalszą załogę
otrzymało miasto dnia 6 marca 1656 r.
Nie dziw więc, że przy tak
bezwzględnem wyzyskiwaniu mieszczan o
wydatnej pracy w górnictwie nie mogło
być mowy, i dlatego przerwano prace
koło budowy nowego podkopu.
Stosunki między mieszczaństwem i
dziedzicem hrabią Hencklem bynajmniej
nie były pocieszające i hrabstwo
wyzyskiwało rzemieślników w sposób
nie bardzo szlachetny. Dnia 3 lipca 1656
zażaliła się cała gmina u hrabiego
Gabrjela Henckla na hrabinę Annę,
Helenę Hencklową z Kaunitzów, że ona
ubogich rzemieślników, niechcących jej
bezpłatnie pracować, każe aresztować
wbrew wszelkiemu prawu i niemieckiej
wolności, z którego to powodu obywatele
zaczynają miasto opuszczać.
W roku 1657 miasto musiało hr.
Gabrjelowi Hencklowi pożyczyć 1000
flor. wprawdzie tylko na jeden rok, lecz
pieniądze te nigdy nie zostały
zwrócone.
Wojsko polskie.
W czasie od 16 do 26 czerwca 1657
ruszyło przeciw Szwedom przez Tam. Góry
16.000 polskiego wojska na odsiecz
Krakowa. Ku największemu zdziwieniu
mieszczan wojsko polskie zachowało się
jak najuprzejmiej, nie brało żadnych
kontrybucyj i zadowoliło się
ziemiopłodami. Dlatego chętnie widziano
żołnierzy polskich, mówiących tym
samym językiern, a obywatelstwo
życzyło sobie, żeby takie właśnie
wojsko na zawsze tu pozostało. Dnia 13
października 1657 zakwaterował się w
Tarn. Górach szwadron z pułku
Szasowskiego i został zaprowiantowany na
koszt miasta.
W tym samym miesiącu mieszczanie
tarnogórscy odstawić musieli na rozkaz
cesarza dwie swego czasu tu pozostawione
armaty do Głogówka, w powiecie
prudnicklm.
Skutki najazdu tureckiego na
Węgry.
Kiedy w troku 1660 Turcy zajęli Węgry i
dotarli aż do Moraw, okolica tutejsza
przepemiona była wojskami. Rotmistrz von
Gless, z obawy przed półksiężycem
przełożył kwaterę swoją z Bytomia do
Tarn. Gór w marcu 1661 i miasto musiało
go utrzymywać.
W listopadzie odbył się tutaj pobór
wszystkich mieszczan i zapisano do wojska
264 mężczyzn oraz naliczono 138
muszkietów.
Także Węgrzy, cofający się przed
Turkami, zawitali tu w grudniu 1661 r. i
na początku 1662 r. przybyli jeźdźcy z
pułku Frankenberga. W mieście i
bliższej okolicy stały załogą w tym
czasie cztery kompanje, względnie
szwadrony, które plądrowały, gdzie
tylko było można, a pobliskie
Miasteczko zostato zupełnie zrabowane.
Waleczność nigdy nie była zaletą
wojsk austrjacko - niemieckich; lecz
chyba szczytem tchórzliwości było
schronić się przed nieprzyjacielem 30
mil w głąb kraju i znęcać się nad
współobywatelami.
Tarn. Góry w tym czasie mniej
ucierpiały, albowiem dla ochrony
solarni, przynoszącej cesarzowi wielki
zysk było miasto zabezpieczone t. zw.
"Salvą gwardją", oddziałem
wojskowym, który już od roku 1658 tu
załogował. Z tego też powodu miasto
było zwolnione od dalszych
zakwaterowań.
Kiedy w roku 1658 miasto nie chciało
uznać zamianowanego przez hr. Henckla
mistrza górniczego z powodu zupełnej
jego niezdatności napisał hrabia do
rady dnia 17 lutego 1658 r. z uwagą, że
choćby tylko kij postawił, każdy mu
powinien być posłusznym. Rada miejska o
tyle miała słuszność, że przecież
dawniejszego sługi, nie mającego
żadnego pojęcia o sprawach górniczych
nie mogła uznać za głowę miasta.
Dnia 31 stycznia 1660 wniosła rada do
starosty zażalenie z powodu
zakwaterowania 31 jeźdźców ze
szwadronu pułkownika Plauto,
oświadczając w piśmie, że podkop
"Boże wspomóż" pochłonął
od roku 1652 przeszło 9000 zł.
wydatków, wiec nie starczy już na
utrzymanie załogi.
Podkop "Boże wspomóż" nie
dawał na razie odpowiednich zysków i
prace dla braku gotówki nie
postępowały naprzód. Próbowano zatem
szczęścia w innych miejscach,
mianowicie na polach sowickich i
lasowskich, gdzie w roku 1660 bIto 20
nowych szybów, 1661 r. 32 szyby, a 1662
i 1663 r. po 8 szybów.
Dnia 19 listopada 1663 r. otrzymano
potwierdzenie zwierzchności dla podkopu
"Boże wspomóż" i nadano
szybom począwszy od ujścia
następujące nazwy: "św.
Piotr", "św. Paweł",
"św. Filip", "św.
Bartłomiej", "św.
Andrzej", "Bóg z nami",
"św. Maciej", "św.
Szczepan".
Ucisk protestantów.
Cesarz Leopold I zatwierdził miastu
Tarn. Góry dawniejsze przywileje dnia 5
listopada 1664 r. a w dokumencie
zaznaczono, że miasto pod karą 50
srebrnych marek powinne prowadzić
górnictwo w porządku i uiszczać
wyznaczone dziesięciny dla kościoła i
szkoły.
Przy tej sposobności doręczono
magistratowi celem ogłoszenia
następujące przywileje i łaski
cesarskie dla świętej wiary: *)
[Archiwum miejskie: Akta przywilejów.]
I. Jus patronatum (prawo opieki nad
kościołem) zastrzega sobie cesarz w
całości dla siebie i swoich potomków.
II. Zakazuje cesarz pod karą 100
dukatów posyłania młodzieży do
szkół pokątnych (protestanckich).
III. Zakazuje cesarz wyboru niekatolików
do rady miejskiej, na cechmistrzów i do
innych publicznych urzędów.
IV. Pod karą 25 marek srebrnych zakazuje
cesarz tutejszym obywatelom zwiedzania
zborów pozamiejscowych kacerzy. *). [
Zbór taki znajdował się w Kluczborku]
V. Dzieci rodziców, których jedna
połowa jest katolicka, powinny być
wychowane w wierze kalolickiej.
VI. Niekatolickim mieszkańcom miasta
nakazuje się pod karą 2 funtów wosku
uczęszczanie na nabożeństwa w
kościele parafjalnym.
VII. Wszyscy obywatele, bez różnicy
wyznania obowiązani są iść w
kościele na ofiare cztery razy w roku.
VIII. Zebrania (luteranów) w domach i
podczas nabożeństw w kościele
parafjalnym celem czytania lub śpiewania
są całkiem zakazane i wzbronione.
IX. Rzeźnikom wzbrania się publicznej
sprzedaży mięsa podczas postu.
Schyłek
drugiej ery górnictwa.
Na polach lasowickich i sowickich bito w
roku 1665 12 nowych szybów, 1666 i 1667
r. Po 20, razem w trzech latach 52 nowych
szybów. Do roku 1667 wydano już na
podkop .,Boże wspomóż" 14.0000
flor.
W tym samym roku otwarto znowu stary
podkop św. Jakóba, lecz wielkie wody
przeszkodziły dalszej pracy. Dnia 16
lipca 1668 r. odprawiano w kościele
parafjalnym uroczyste nabożeństwa,
poczem ruszono na kopalnię z procesją
przy odśpiewaniu litanji do św. Imienia
Jezus, celem poświęcenia nowych
odwadniarek konnych. W roku 1670 bito na
polach lasowickich, sowickich, repeckich
i nakielskich 20 nowych szybów a w roku
1671 dalszych 8 szybów.
Na polu bobrownickiem odkryli dnia 14
marca 1671 górnicy Paweł Grunt i Marcin
Tyrała bogate pokłady kruszców
srebrnych i powstaro tam 40 nowych
szybów. Pilnie pracowano także w
następujących latach 1673 - 1676 i bito
32 nowych szybów.
Ponieważ na polu bobrownckiem
znajdowały się bogate pokłady kruszcu,
których z powodu przeszkód wodnych nie
można było wydobywać, uchwalili
gwarkowie dnia 12 października 1674,
żeby tam przeprowadzić odwadniarkę z
Sowic, a na polu sowickiem ustawić
nową; polecono przyłem nie zaniedbać
podkopu "Boże wspomóż", aby
nie popadł w ruinę. Jeszcze w roku 1692
uzyskano ze wszystkich tych małych i
mało żywotnych już kopalń 1661 marek
czystego srebra (1 marka = 7 talarów).
Dopiero w r. 1695 zaniechało górnictwo
prac koło podkopu "Boże
wspomóż", oprócz małych prac,
prowadzonych jeszcze do roku 1718, a na
ukończenie wryto w lewą ścianę
liczbę roku.
W tym podkopie na nowo podjęto pracę
około roku 1790 pod rządami pruskiemi i
ustawiono przy jego końcowym szybie (w
dzisiejszej Sielance Redena) maszynę
parową. Według doniesienia z dnia 9
marca 1746 pracowało w górnictwie koło
Tarnowskich Gór 1738 r. jeszcze 60 osób
i roczny zbiór wynosił 16 993 talarów,
z czego po odtrąceniu wydatków zostało
czystego zysku 6 666 talarów. W latach
1739 i 1740 z powodu podziemnych wód nie
pracowano, 1741 uzyskano 4 niecki, czyli
9 centnarów kruszcu i do roku 1743 z
powodu wojny i pożarów nic nie
uczyniono. W roku 1746 istniało 8
gwarectw, lecz tylko 12 osób było
zatrudnionych. Przybliżył się koniec
drugiej ery górnictwa.
Dziesięciny kościelne i szkolne,
zdobyte z powrotem przez księdza
Maciejczyka, przeszły później na rzecz
Spółki brackiej. Fundusz z dziesięcin
szkolnych użyty jest w ogólności na
cele szkolne, a więc dzieci górników
otrzymują w czasie lat szkolnych
bezpłatnie zeszyty, przybory i książki
szkolne. Daniny zaś kościelne
przepadły bez śladu.
Płaca w górnictwie.
Ordynacja górnicza z r. 1528 ustaliła w
§ 11 i 51 także płacę pracowników
górniczych. Sztygar przy kopa1ni, gdzie
przeszkadzały podziemne wody,
otrzymywał tygodniowo 31 groszy
srebrnych czyli czeskich, zaś przy
kopalniach osuszonych tylko 24 grs.
Dozorca lub sztygar wierzchni otrzymywał
tygodniowo 15 grs. Płaca za l2
godzinową szychtę wynosiła dla
rębacza, wyrobnika lub pracownika
zapoczątkującego bez różnicy 3 grs.,
jednak rębacze pracowali także na
akord. a wtenczas zarabiali więcej. W r.
1610 płacono rębaczowi 4 1/2 grs. za
szychtę. Według ordynacji górniczej z
dnia 8 czerwca 1618 otrzymywal rębacz 6
grs., taczkarz (szleper) 3 1/2 grs.,
płóczkarz 4 grs.m wyrobnik 4 grs.,
ciągarz 3 grs. W r. 1755 płacono
robotnikom po 5, 4 i 3 1 grosza srebrnego
za szychtę.
Cechy. [Glatzel:
Geschichte der Handwerkszünfte in Tarn.]
Na podstawie przywilejów miejskich z
dnia 20 października 1599 r. (art. 4)
byli obywatele uprawnieni do zrzeszania
się w cechach rzelnieślniczych,
których statuty przez magistrat i
margrabiego, później zaś przez
dziedzica na Świerltańcu zostały
zatwierdzone. Pewnem jest, że cechy
rzemieślnicze już dawniej tu istniały,
lecz nie były jeszcze ujęte
opodatkowaniem na rzecz miasta lub
dziedzica; z tego powodu narzucono ich
zrzeszeniom przywileje w formie ustaw,
przepisów i zatwierdzeń, co naturalnie
musiano grubo opłacić.
Najstarszym cechem w Tarn. Górach jest
cech szewski, który dnia 1 sierpnia 1609
r. otrzymał od magistratu swoje ustawy z
zatwierdzeniem 26 mistrzów i tyluż
warsztatów. Ponieważ szewcy trudnili
się także górnictwem (n. p. w r. 1639
uruchomił cech szewski dwie kopalnie)
nie wolno było pozamiejscowym szewcom na
targach wystawiać swoich wyrobów.
Na rzecz miasta płacił mistrz rocznie
11 - 12 zł. podatku, t. zw.
"szewcowe", zaś za
zatwierdzenie ustaw musiał cech
dostarczyć dziedzicowi rocznie 3 pary
butów. Najwyższa płaca czeladnika
wynosiła do 8 czeskich tygodniowo.
Czeladnika, który w poniedziałek
samowolnie świętował, wsadzono w
następną sobotę po południu do
aresztu, gdzie do południa w niedzielę
pozostał.
W posiadaniu cechu szewskiego znajduje
się do dnia dzisiejszego (1926 r.)
książka protokułowa, poczynająca się
z rokiem 1778, również pieczęć cechu,
która wykazuje w tarczy r. 1609,
następnie but, raczej kamasz, a pod nim
szydło i toporek do krajania skóry.
Napis w pieczęci jest łaciński, a
okucie rękojeści nosi nazwiska:
"George Schema, George Ochmann,
cechmistrzi anno 1724". To jedno
słowo "cechmistrzi" zdradza,
że cech był polskim.
Dla cechu krawieckiego ustanowił
magistrat statuty dnia 27 czerwca 1616
r., które przez margrabiego zostały
zatwierdzone w Karniowie, dnia 18 marca
1618 r. Czeladnik otrzymywał tygodniowo
tylko 3 czeskie i napiwek; więcej nie
wolno było płacić. Herb cechu
krawieckiego wykazywał w tarczy nożyce
na czarno - biało - żółtem tle. Trzy
sztuki takich herbów czyli szyldów,
ma1owanych na płótnie, znajduje się
jeszcze w skrytce cechowej. Oprócz tego
posiada cech jeszcze dwie księgi
protokołowe z r. 1729, które do r. 1754
prowadzone są wyłącznie w języku
polskim. Długoletnim cechmistrzem (od r.
1910) jest Grzegorz Krain; jemu mamy do
zawdzięczenia, że mimo zabiegów muzeum
gliwickiego, które owe przemioty
chciało nabyć, te drogocenne pamiątki
polskie zostały nam zachowane, albowiem
stanowczo sprzeciwiał się ich
sprzedaży.
Cech sukienniczy otrzymał od magistratu
swoje ustawy dnia 27 stycznia 1655 r.,
które dnia 13 grudnia 1669 hr. Jerzy
Fryderyk Henckel von Donnersmarck
zatwierdził. Pieczęć: nożyce, nad
nićmi grępla (rodzaj szczotki), której
rękojeść leży między nożycami, a od
niej na każdą stronę zwisa pasek,
względnie nitka. Sukiennikom nie wolno
było taniej sprzedawać łokieć sukna
niż za 12 czeskich. Do folowania sukien
utrzymywał dziedzic hr. Henckel osobny
zakład w Tarn. Górach, gdzie każdy
mistrz był obowiązany oddawać do
wałkowania sukno.
Cech rzeźnicki otrzymał od magistratu
swoje ustawy dnia 16 lipca 1643, które
napisane były w języku polskim i
niemieckim i do dziś dnia znajdują się
jeszcze u cechmistrza.
Cechowi tkackiemu ustanowił magistrat
statuty dnia 22 grudnia 1670, które
zatwierdził hr. Henckel dnia 28
października 1681.
Cech stolarski - bednarski -
kołodziejski odebrał swoje statuty od
magistratu dnia 2 grudnia 1671 r. Obcym
mistrzom zabroniono sprzedaży swoich
wyrobów w mieście, z wyjątkiem
jarmarków.
Cech piekarski otrzymał ustawy dnia 28
kwietnia 1719 r. Z zatwierdzeniem 12
mistrzów. Od każdej piekarni opłacono
jednorazowo 15 talarów, a następnie
rocznie 4 talary do kasy miejskiej.
Oprócz tego był cech obowiązany na
święto Bożego Narodzenia dostarczyć
mistrzowi górniczemu, burmistrzowi,
pisarzowi i radnym miejskim po jednej
ładnej plecionce (strucli).
Kuśnierze, których było sześciu,
przystąpili w r. 1599 w niedzielę na
ostatki do cechu w Bytomiu. W r. 1638,
gdy ich już było 20, założyli własny
cech w Tarnowskich Górach, a dnia 25
lutego 1638 r. Otrzymali od magistratu
swoje statuty. Pieczęć cechu, udzielona
dnia 30 grudnia 1638 r. Wykazywała: w
dolnem polu na czarnem tle stojak,
obwieszony białemi skórkami, w górnem
polu na żółtem tle młotki górnicze
na krzyż złożone, a nad niemi biały
gołąb z gałązką w dzióbie.
Cech kowalski - ślusarski - puszkarski
otrzymał w r. 1658 swoje ustawy,
równobrzmiące z ustawami cechu
bytomskiego z dnia 2 lutego 1616. Między
innemi przepisami statutu mistrzom nie
było dozwolone chodzić po rynku lub
ulicach bez kapelusza, zaś każdy
członek cechu, który zniesławił obcą
kobietę, karany był jednym dukatem
węgierskim.
W Tarn. Górach również istniał cech
zduński (kaflarski), lecz ustawy jego
zaginęły. Zdunowie obowiazani byli
dziedzicowi stawiać i czyścić
wszystkie piece bezpłatnie.
Dawniejsze ustawy cechów regulowały
przedewszystkiem stosunek mistrza do
ucznia, względnie czeladnika, oznaczały
płacę pracowników, obowiązki wobec
władzy i ceny wyrobów w celu
wykluczenia wzajemnej konkurencji.
Przez ordynację procederową z dnia 17
stycznia 1845 uległy cechy ogólnemu
przekształceniu. Niektóre stare cechy
zostały rozwiązane i na nowo
założone, względnie w razie
niedostatecznej liczby członków
połączone zostały z pokrewnemi
cechami, np. cech kuśnierski -
siodlarski - rymarski - powroźniczy.
Wynalazki różnych maszyn na schyłku 19
wieku zastępujących siły ludzkie,
podkopały byt rzemieślników tak
dalece, że stan rzemieślniczy całkiem
podupadł. Zniknęły z czasem różne
rzemiosła, a istniejącym jeszcze
utrudniają egzystencję wyroby fabryczne
nadmierną konkurencją, wskutek czego
dawne przysłowie: "rzemiosło ma
złotą podwalinę" w duszy
niejednego biednego mistrza wzbudza tylko
żałosne wspomnienia.
Zatrucie
księży. [Winkler: Historische
Nachrichten v. Tarnowitz]
Po strzeszczeniu pierwszej ery górnictwa
i przeglądzie cechów rzemieślniczych w
Tarn. Górach z minionych wieków
powracam znów do historji miasta, tak
ściśle związanej z dziejami kościoła
w powojennych czasach trzydziestoletnich
zaburzeń religijnych.
Przodkowie nasi kierowali się według
pięknej, chrześcijańskiej zasady,
módl się i pracuj. Jak byli pracowici i
pilni, tak też pobożni, a modlitwa i
praca stanowiły dla nich ten jeden
jedyny życiodajny zdrój, z którego
czerpali oni otuchę do trudnej mozolnej
pracy w górnictwie. Aczkolwiek
podzieleni byli na dwa obozy religijne, a
po tej i owej stronie panowały jeszcze
waśnie, to jednak nikogo nie można
posądzić o podłe pobudki, gdyż każdy
według swego najlepszego zdania chciał
służyć Panu Bogu.
Po śmierci księdza Maciejczyka w r.
1661 przejął tutejszą parafję ks. Jan
Ignacy'Klaybor, polecony przez śląską
komorę, który z powodu napaści na
niego ze strony protestantów musiał
opuścić korzystną posadę w
Pruśnicach w powiecie Milicz, diecezji
wrocławskiej. Pragnął on przyjść
między swoich, bo był synem tutejszego
rektora (miał jeszcze dwóch braci,
będących również księżami,
Aleksandra i Franciszka, którzy
później tarnogórska parafję
prowadzili), lecz protestanci czynili
różne zabiegi, aby uniemożliwić jego
wprowadzenie.
W dzień jego inwestytury, spożywszy
podczas uczty nieco potraw i wypiwszy
tylko nieco wina na cześć zaproszonych
gości, między którymi także dwóch
protestantów się znajdowało, ciężko
zachorował nagle przy stole, w
następstwie czego w 10 dni później
zmarł. Ogólnie twierdzono, że źli i
nieprzychylni ludzie go zatruli.
Pogrzebano go w kościele parafjalnym
przed głównym ottarzem w ostatnich
dniach lipca 1662 roku.
Na jego miejsce przybył w sie'pniu 1662
r. ksiądz Marcin Guttman, który wobec
protestantów łagodnie i familjarnie
postępował, przez co nie zdobył sobie
szacunku u katolików, raczej odtrącił
ich od siebie; zaś między protestantami
zdobył sobie wielką przyjaźń, która
atoli zmieniła się w ogólną
nienawiść, kiedy celem nawracania ich
powołał do Tarn. Gór w r. 1664
jezuitę ks. Abrahamowicza. Nie bez
podejrzenia o otrucie, w kwiecie wieku
zmarł wskutek nagłej, ciężkiej
choroby pod koniec maja 1665 r. Jeszcze
dnia 17 maja spełniał wszystkie
duszpasterskie obowiązki i był wogóle
zdrowym i silnym człowiekiem. Po
śmierci opuchnął na całem ciele, tak
że w twarzy jego zaledwie człowieka
można było rozpoznać.
Zaopatrzony na śmierć, zmarł z
prawdziwą skruchą w sercu. Pogrzebano
go przed wielkim ołtarzem.
Do dnia 24 czerwca 1665 administrowal w
kościele jezuita Piotr Abramowicz, a
następnie objął probostwo ksiądz
Aleksander Klaybor. O nim późniejszy
ks. Franciszek Klaybor pisze: Był on
dzielnym i prawdziwie uczonym
człowiekiem, dekorowanym najwyższemi
godnościami wszystkich wolnych sztuk
(był doktorem św. teologji) i u
wszystkith wysokich panów chętnie
widzianym dla swojej uprzejmości i
zdolności w wykonywaniu wielkich zadań.
Osobliwie lubianym był od księcia
Lotaryńskiego, kadyndata na koronę
polską, przebywającego wówczas pewien
czas w Tarn. Górach. Równocześnie był
proboszczem w Chruszczobrodzie i
położył wielkie zasługi w
wykorzenianiu protestantyzmu.
|