Marek S.
Szczepański
Instytut Socjologii
Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej
Weronika Ślęzak - Tazbir
Instytut Socjologii, Uniwersytet ŚląskiMiędzy
lękiem i podziwem:
Getta społeczne w starym regionie
przemysłowym
Tekst
poświęcony zostanie dwojakiemu typowi
gett społecznych i przestrzennych
ulokowanych w tradycyjnym regionie
przemysłowym, czyli na Górnym Śląsku.
Pierwsze z nich, o historycznym
charakterze, to getta ubóstwa, powstałe
w wyniku degradacji kwartałów
mieszkaniowych usytuowanych w cieniu
zakładów przemysłowych, powstałych
zarówno na przełomie XIX i XX stulecia,
jak i w okresie realnego socjalizmu.
Drugi typ gett, słabo jeszcze obecnych w
przestrzeni regionu, ma jednoznacznie
transformacyjny rodowód. I choć rzadko
są to klasyczne gated communities to z
całą pewnością wyróżniają je:
ulokowanie w dobrej ekologicznie
przestrzeni, co w warunkach Śląska jest
wartością trudną do przecenienia,
ponadstandardowy status ekonomiczny ich
mieszkańców, tworzących rodzącą się
klasę średnią oraz wyższy poziom
wykształcenia i aspiracji. Ten typ gett,
co jest typowe dla społeczeństw
Trzeciego Świata, sąsiaduje nierzadko z
powszechnie obecnymi w regionie osiedlami
substandardowymi, zajmowanymi przez
klasę niższą lub wręcz
podręcznikową underclass.
Choć
dostęp do obu typów gett nie jest
zazwyczaj limitowany, to przekraczanie
ich granic przez osoby z zewnątrz wydaje
się utrudnione z wielu powodów, w tym
również symbolicznych. Pojawienie się
obcego w zdegradowanych osiedlach takich
jak Bobrek, Lipiny, Załęże czy
Abisynia związane jest często z
zagrożeniem egzystencjalnym, a
przynajmniej z lękiem o własne
bezpieczeństwo. Z zupełnie innych
przyczyn wizytanci wkraczają niepewnie w
przestrzeń osiedli o ekskluzywnym
charakterze, wzniesionych przez
developerów i przeznaczonych dla klasy
średniej.
Zapraszamy
na miejską włóczęgę.
Gondolą
przez Rio San Girolamo - czyli wyjątki z
historii getta
"W
tym zakątku Wenecji, o którym
opowiadam, kołaczą tylko biedne,
powszednie szmery, dni mijają tam
jednostajnie, jak gdyby były jednym
długim dniem a śpiewy, które tam
słychać, to narastające skargi, co nie
wznoszą się w górę, a jak dym
skłębiony zalegają na uliczkach. Gdy
nastaje zmierzch roi się tu od
płochliwej dziatwy, niezliczona ilość
malców ma swój przytułek na placach
oraz w ciasnych, zimnych sieniach; bawią
się kawałkami kolorowej masy szklanej,
tej samej, z której mistrzowie układali
poważne mozaiki w San Marco. Szlachcic
rzadko zachodzi do getta" (Rilke,
1996, s. 79-80).
Tak
swoje wrażenia z wizyty w weneckim
getcie - pierwszym getcie świata -
opisał Rainer Maria Rilke. W jakże
sugestywny sposób w tych kilku wierszach
wielki poeta namalował nam obraz świata
weneckich Żydów, ich zmagań dnia
codziennego, ich trudności, wyobcowania
i skazania na pogardę ze strony
miejscowej szlachty.
Przyjęty
ogólnie pogląd wskazuje na weneckie
pochodzenie słowa ghetto, oznaczające
miejsce zamknięte, w którym muszą
mieszkać Żydzi. Na terenie, który
wyznaczono na miejsce zamieszkania dla
Żydów, znajdowała się w wiekach
poprzednich odlewnia żelaza, która w
dialekcie weneckim zwana była getto (od
gettare, odlewać). Temanza pisał:
"Obszerna wyspa, będąca teraz
schronieniem dla większości Żydów,
zwanym Getto Nowe, znajdująca się nad
Rio di San Girolamo, od początku XV
wieku była jednym wysypiskiem,
kałużą. Druga zaś położona bliżej
Cannaregio, nazywana Getto Stare,
przeznaczona była na publiczną
odlewnię i była siedzibą kierującego
nią magistratu. Dlatego to miejsce zwano
getto. (...) W ten sposób stopniowo
zmeliorowano wyspę, a potem zbudowano
domy do dziś widniejące, w których,
zanim Żydzi tam się osiedlili w 1516
roku, mieszkały liczne rodziny
chrześcijańskie " (Calimani, 2002,
s. 189 - 190).Co prawda najpierw
powstało Stare Getto, do którego
później dołączono Getto Nowe, jednak
zasiedlenia żydowskie nastąpiły w
odwrotnej kolejności: najpierw Getto
Nowe, potem Getto Stare.
Pozostawiając
badaczom historii i językoznawstwa
szczegóły pochodzenia nazwy getto,
które budzą ciągle wątpliwości,
zatrzymajmy się w Wenecji, bo nie ulega
wątpliwości, że to właśnie tutaj,
wśród ciasnych uliczek i kanałów
powstało pierwsze getto i tutaj
nabierało swoistego oblicza, zmagało
się ze swoimi problemami dnia
codziennego (Calimani, 2002, s. 193).
Powstanie
getta żydowskiego w Wenecji datuje się
na 29 marca 1516 roku, w którym to dniu
Senat ogłosił następujący dekret:
"Żydzi powinni wszyscy razem
mieszkać w kwartale domów, jaki jest w
getcie w pobliżu San Gerolamo; i żeby w
nocy nie chodzili dookoła, od strony
Starego Getta, gdzie jest mały mosteczek
oraz z przeciwległej strony zbudowane
będą dwie bramy, to jest po jednej dla
każdego z tych miejsc, które to bramy
mają otwierać rano z uderzeniem
Maragony, a zamykać wieczorem o godzinie
24 czterej strażnicy chrześcijańscy w
tym celu wyznaczeni i wynagradzani przez
Żydów według płacy, jaką nasze
Kolegium uzna za odpowiednią".
Planowano otoczyć kwartał dwoma
wysokimi murami; wszystkie inne wyjścia
miały być zamknięte, drzwi i okna
zamurowane. Strażnicy mieli tam
mieszkać dzień i noc, aby pilnować
miejsca "zgodnie z innymi rozkazami,
jakie przez Kolegium będą wydane".
Żydzi mieli także opłacić dwie
łodzie, które bez przerwy
patrolowałyby kanały otaczające tę
strefę. Na wypadek gdyby nocą spotkano
Żyda poza gettem, przewidziano
zróżnicowane kary. Kontrolerami i
egzekutorami tych kar zostali mianowani
cattaverzy (Cattaveri), urzędnicy
państwowi zajmujący się mieniem
publicznym, zwłaszcza lichwą uprawianą
przez Żydów, oraz "sposobem, w
jaki mają zamieszkiwać Wenecję".
Senat postanowił również, aby
natychmiast ewakuować dotychczasowych
mieszkańców terenów przyszłego getta;
nowi jego lokatorzy mieli płacić o
jedną trzecią czynszu więcej, niż
właściciele domów pobierali dotąd.
Choć na powstanie getta wpłynęło
wiele czynników, których nie sposób tu
w tej chwili przytoczyć, to warto
wspomnieć sylwetkę Zaccaria Dolfina,
który na posiedzeniu Kolegium oskarżył
Żydów o nielegalną budowę synagog i
przekupstwo urzędników i jako pierwszy
wysnuł postulat o zamknięciu Żydów w
Getcie Nowym, który podobny jest do
fortecy. Doża i wielu patrycjuszy
wyrazili aprobatę, ponieważ wszyscy
mieli świadomość, że należy
ograniczyć swobodę działania Żydów
(Calimani, 2002, s. 58-59).
Wyizolowane,
marginalne, peryferyjne względem miasta
getto, jest przestrzenią żydowską,
teatrem życiowych wydarzeń ówczesnych
Żydów. Wenecki krajobraz, poprzecinany
tysiącem kanałów, potęguje miejskie
podziały, zarówno przestrzenne, jak i
społeczne. Można śmiało powiedzieć,
iż Wenecja stworzyła naturalne warunki
do wyizolowania społeczności
żydowskiej, spośród reszty swoich
mieszkańców.
Do
Nowego Getta wchodziło się długim
pasażem pod portykami; były to
prawdziwe korytarze, ciągnące się pod
domami wysokimi nieraz na dziewięć
pięter. Plac otwierał się koliście i
szeroko, a wszystkie okna domów były na
niego zwrócone jako na miejsce centralne
(Calimani, 2002, s. 193).
Życie
codzienne getta wymierzał rytm
tradycyjnych modlitw porannych,
południowych i wieczornych. Nocą
zamykano furtki a łódź wartownicza
opływała otaczający getto kanał.
Wielki plac, za dnia ośrodek życia
żydowskiego i chrześcijańskiego, w
nocy stawał się niejako
eksterytorialny, był niepodległą
republiką Żydów w sercu Wenecji. W
nocy scena teatralna Nowego Getta
pustoszała, wyrzucając poza mury
kupujących starzyznę oraz tych, którzy
w dzień stali w kolejce przed bankami
zastawnymi. Wszystko milkło także w
Starym Getcie - wydłużonej ulicy
poprzecinanej małymi, krętymi
uliczkami. W głębi, połączone małym
mostem, znajdowało się Getto Najnowsze
(1633), zabudowane solidnymi kamienicami,
bez sklepów i bez synagog, dzielnica
wyłącznie mieszkaniowa dla ostatnich
przybyszy (Calimani, 2002, s. 194).
Wenecjanie
nękali Żydów podatkami, pozbawiali
majątku i zacieśniali coraz bardziej
obręb getta tak, iż "rodziny,
które mimo całej nędzy płodnie się
rozmnażały, zmuszone były budować swe
domy wzwyż, jeden na dachu drugiego. I
miasto ich, nie położone nad morzem,
wyrastało powoli hen ku niebu i jak
gdyby w inne morze, a wokół placu ze
studnią wznosiły się ze wszech stron
strome budynki, niby ściany jakiejś
olbrzymiej wieży"(Rilke, 1996, s.
81).
Choć
ze względu na doświadczenia II Wojny
Światowej w społecznej świadomości
przeważają skojarzenia z tworzeniem
żydowskich enklaw przez nazistów, to
jednak trzeba zaznaczyć, że to
właśnie segregacja, wyłączenie,
zamknięcie społeczności żydowskiej na
wydzielonym terenie Wenecji w XVI wieku
dało początek zjawisku, które
dzisiejsza socjologia określa mianem
gettoizacji.
Fenomen
weneckiego getta polegał na tym, że
choć z jednej strony było symbolem
zniewolenia i przymusu, wyłączenia i
pogardy, to z biegiem lat, wraz z
pogłębiającym się zakorzenieniem,
getto zaczyna się jawić jego
mieszkańcom jako bezpieczne i przytulne
matczyne łono,. Prywatna ojczyzna,
dająca pewność i poczucie stabilności
w przeciwieństwie do świata
zewnętrznego jako miejsca złowrogiego,
nieznanego. Getto stało się zatem z
biegiem lat, względnym układem
lokalnym, w którym czas biegł w rytmie
"długiego trwania" i co
więcej, stało się sposobem na
zachowanie własnej tożsamości.
Przypadek opuszczenia getta,
"wyjścia na wolność",
emancypacji zaczął być odczuwany jako
utrata tożsamości.
W
Chicago na Maxwell Street
Pionierem
socjologicznej analizy getta był
przedstawiciel Szkoły Chicagowskiej
Louis Wirth, który w wydanej w 1928 roku
monografii The Ghetto zajął się
analizą przestrzennej izolacji
społeczności żydowskiej w Chicago,
skupionej na Maxwell Street. Pojęcie
getta nabrało charakteru pejoratywnego i
zostało zdefiniowane jako obszar
miejski, w którym skupiły się
wszystkie niekorzystne warunki, jakie
mogą wystąpić w city. Tak więc
wszelkiego rodzaju mechanizmy
wpływające na postępującą izolację
danego obszaru od otoczenia.
Wirth
twierdził, że getto można rozumieć
jedynie jako zjawisko społeczno -
psychologiczne oraz ekologiczne, gdyż
jest bardziej stanem umysłu, niż faktem
fizycznym. Rozumienie to należy widzieć
w szerszym kontekście teoretycznym,
który może stanowić późniejsze -
wzbudzające do dziś wiele dyskusji -
dzieło Wirtha: Urbanism as a Way of
Life.
Wyróżnił
on pięć typów rezydentów w mieście.
Byli to: kosmopolici, nieżonaci i
bezdzietni, pochodzący ze wsi etnicy,
pozbawieni, złapani w potrzask i
zdegradowani. Getto, które opisywał
Wirth związane było właśnie z
kategorią pozbawionych, zdegradowanych i
złapanych w potrzask. Byli to
mieszkańcy bardzo biedni, zaburzeni
emocjonalnie, bez poczucia
przynależności, bez tożsamości,
bardzo często kolorowi. Getto zatem,
jako jednoznacznie złe zjawisko,
niekorzystne, skupiające wszelkie
patologie i złe cechy miejskiego życia.
Niekorzystne przestrzenie i niekorzystni
mieszkańcy.
Warunki,
które pozwalają nam waloryzować
przestrzenie miejskie można analizować
w odniesieniu do koncepcji ładów
wyznaczających pozycję ekologiczną
danej przestrzeni. Mamy tu na myśli
pięć ładów:
-
ład urbanistyczno - architektoniczny
oznaczający stopień harmonii
przestrzeni miejskiej (położenie
domów, ich kształt i wielkość,
zgodność współwystępujących stylów
architektonicznych, ilość i położenie
w tkance miejskiej terenów zielonych -
ogrodów, parków, obiektów małej
architektury, np. fontanny, przebieg
dróg i ścieżek);
-
ład funkcjonalny, oznaczający walory
użytkowe mieszkania, osiedla, dzielnicy
i miasta jako całości, wyrażające
się nasyceniem sklepami, punktami
usługowymi, klubami, kawiarniami,
ośrodkami zdrowia, żłobkami, placami
zabaw dla dzieci, szkołami;
-
ład estetyczny, oznaczający ocenę
piękna lub brzydoty przestrzeni
miejskiej. O tej ocenie decydują rodzaj
zabudowy (kształt i kolorystyka budowli,
obecność w nich elementów
podkreślających symetrię lub
asymetrię, co tworzy nudną lub ciekawą
architekturę, wygląd budynków na
skrzyżowaniach ulic - np. domy z
wykuszami, rzeźbami, kształt wejścia
do klatki schodowej, ornamenty),
nasycenie i wygląd szyldów, neonów,
reklam, wreszcie czystość;
-
ład społeczny wyznaczony przez ocenę
stosunków społecznych (więzi
sąsiedzkiej, osiedlowej, dzielnicowej i
miejskiej, poczucie bezpieczeństwa lub
jego brak);
-
ład ekologiczny odnosi się do wartości
ekologicznej miejsca, w którym
mieszkańcy żyją. Wartość tę
wyznaczają: stopień zanieczyszczenia
środowiska, nasłonecznienia, poziom
hałasu, cyrkulacji powietrza, obecność
lub nie przemysłu uciążliwego dla
mieszkańców (Szczepański, 2002,
s.363-366).
Getto
analizowane przez Wirtha, enklawa
wykluczenia i izolacji społecznej może
być określona właśnie jako pozbawiona
tych ładów.
Analiza
zjawiska gettoizacji każe jednak
spojrzeć szerzej. Odwołując się do
ekologii miasta można uznać tworzenie
się gett za proces
"biotycznej" rywalizacji o
najlepsze miejsca na terytorium,
prowadzonej przez grupy społeczne
wyodrębniane na podstawie wspólnych
cech społecznych takich jak pozycja
klasowa, czy pochodzenie. Znane pojęcie natural
area - obszar naturalny, staje się
miejscem życia i działania takich
właśnie homogenicznych grup
społecznych (Wacquant, 2004, s. 3). W
tym kontekście możemy mówić o getcie
jako obszarze, który charakteryzują
następujące cechy:
-
wyraźna odrębność przestrzenna -
nawet, gdy nie mamy wyraźnych granic
fizycznych (mur, płot, brama) możemy
wskazać limesy w przestrzeni, lub mapy
mentalne, świadczące
o inności opisywanego obszaru w stosunku
do otoczenia
-
względna homogeniczność statusowa
mieszkańców
-
poczucie odrębności społecznej,
świadomościowej
-
odczuwanie enklawowości (wyłączenia)
zarówno przez mieszkańców obszaru, jak
i obserwatorów zewnętrznych
-
niska przenikalność pomiędzy obszarem
wyłączonym a światem otaczającym
Biorąc
pod uwagę powyższą charakterystykę
możemy pojmować getto niekoniecznie
jako skupisko niekorzystnych warunków,
przestrzeń pozbawioną ładów, ale
ogólniej, jako obszar w przestrzeni
miejskiej odrębny od otoczenia, który
możemy opisać i wyróżnić za pomocą
specyficznych, jemu tylko przynależnych
cech.
Dwubiegunowość
naszych rozważań o gettach można
nakreślić nie tylko poprzez analizę
społecznych emocji - lęku i podziwu,
ale również poprzez sposób, w jaki
dane przestrzenie są przez jej
mieszkańców wybierane jako teren
zamieszkania. Krótko mówiąc tekst
omawiający dwa rodzaje enklaw
społecznych i przestrzennych mógłby
nosić również tytuł "między
wolnym wyborem a przymusem". O ile w
przypadku osiedli dla tworzącej się
klasy średniej mamy do czynienia z
całkowitym wolnym wyborem jednostki przy
podejmowaniu decyzji o kupnie domu, jej
pełnej świadomości wartości
estetycznych, architektonicznych,
ekologicznych, funkcjonalnych i
społecznych charakteryzujących
nowoczesne gated communities, o
tyle getta biedy są zaludnione niejako
pod przymusem. Można powiedzieć, że o
ile w przypadku analizowania
społeczności bezdomnych mówi się,
wykorzystując teorię naznaczenia
Goffmana, o piętnie nieprzypisania, o
tyle społeczności getta biedy
towarzyszy piętno przypisania.
Kryminolog, Frank Tannenbaum, autor
"Crime and Community"
(opublikowanej w 1938) roku podkreślał
rolę mechanizmu etykietowania (tagging)
w utrwalaniu zachowań przestępczych.
"Każdy - w większej lub mniejszej
mierze - staje się tym, za kogo jest
uważany. <Dramatyzowanie zła>
powoduje izolację ludzi napiętnowanych,
co z kolei sprzyja ich <zrzeszaniu
się> w grupy przestępcze"
(Kojder, 1980, s. 50). Nagromadzenie
negatywnych zjawisk w obrębie danego
obszaru w przestrzeni staje się
źródłem wszelkich patologii.
Indunature
albo stary region przemysłowy.
Przedmiotem
pracy ma być dwojaki rodzaj społecznych
enklaw. Aby jednak mówić o odciętych
dzielnicach, najpierw musimy przynajmniej
nakreślić charakterystykę regionu,
który jest scenografią w przedstawianym
tu dramacie gettoizacji
Gwałtowny
rozwój przemysłu w obrębie Górnego
Śląska i Zagłębia Dąbrowskiego,
który przypadł na przełom XIX i XX
wieku spowodował szczególne zmiany w
układzie społeczno - przestrzennym tego
regionu. Ogromne zapotrzebowanie na
węgiel i stal, które to produkty
eksportowano do rozwijających się
europejskich potęg, jak również
wykorzystywano w okresie dwudziestolecia
międzywojennego - żywiołowego
odrodzenia Polski po ponad stuletniej
niewoli - spowodowało powstanie na tych
terenach nieprzeciętnej liczby kopalń,
hut i wielkich zakładów przemysłowych.
Klasa robotnicza - zamieszkująca
powstałe przy zakładach osiedla
robotnicze - była naturalnym
składnikiem ówczesnej struktury
społecznej, podobna klasie robotniczej
francuskiej, czy angielskiej, ówczesnego
czasu.
Powstało
wiele historycznych już dziś dzielnic
robotniczych, w których koncentrowało
się życie lokalnej społeczności.
Można powiedzieć, że czas biegł w
nich spokojnie i miarowo, wyznaczony
biciem zegara na wieży miejscowego
kościoła, wybudowanego przez
miejscowego fabrykanta. Wśród
jednakowych domów robotniczych
wyróżniała się willa właściciela,
którego dzieci niejednokrotnie bawiły
się wspólnie z dziećmi rodzin
robotniczych. Fabrykant, budując swą
willę pośród domków robotniczych
dawał wyraz poczuciu wspólnoty z
lokalną społecznością. Czasem oprócz
kościoła fundował również szkołę,
do której chodziły dzieci robotników -
podkreślając tym wspólnotowy charakter
paternalistycznego kapitalizmu.
Po
drugiej wojnie światowej, wraz z
manifestem PKWN zaczęto eksponować
kreatywną rolę przemysłu i klasy
robotniczej.
W
kolejne plany rozwoju kraju wpisano
założenia o nieodzowności
zintensyfikowania wydobycia węgla,
produkcji stali, artykułów pochodnych i
maszyn (Szczepański, 2004, s. 168).
Wzmożono działania na rzecz
pozyskiwania nowych rąk do pracy.
Ściągano ludzi z wiosek dzisiejszego
województwa świętokrzyskiego,
podlaskiego, czy małopolskiego. Nakazy
pracy zmuszały do opuszczenia swoich
prywatnych ojczyzn na rzecz budowy
socrealistycznego krajobrazu
"Indunature", gdzie niebo
poprzecinano trakcjami przewodów
wysokiego napięcia, kominy stały się
symbolem łączności z przestrzenią
niebieską, a kręcące się koło szybu
kopalnianego wciąż żywo przypominało
o zawładnięciu również tym, co pod
ziemią.
W
okresie realnego socjalizmu nastąpiła
potężna mitologizacja klasy
robotniczej. Szczególnie
uprzywilejowaną grupę stanowili
górnicy, którzy stali się robotniczą
arystokracją a wysokość ich poborów
przekroczyła średnią krajową
dwukrotnie (Szczepański, 2002, s. 72).
Procesom
industralizacji regionu towarzyszyły
bardzo ważne procesy społeczne. Bardzo
silnie rozwijały się związki pomiędzy
miejscem pracy a miejscem życia
codziennego. Coraz wyraźniejsza była
więź emocjonalna pracowników z hutą,
kopalnią, czy fabryką. Nie tylko bowiem
dawały one zatrudnienie, ale
organizowały życie kulturalne
pracowników. Zakłady pracy stawały
się centrami ustalonych wartości
przemysłowych, dopełniając w wielu
przypadkach lokalne kościoły, parafie,
tam gdzie władze pozwoliły na ich
wzniesienie Zjawiska utrwalania
indywidualnych i zbiorowych związków z
kopalnią czy hutą notowano w bardzo
wielu osadach i miastach przemysłowych w
okresie międzywojennym (Szczepański,
2004, s. 168). Ogromny przyrost klasy
robotniczej spowodował kompletny
bałagan przestrzenny i architektoniczny.
Budowane naprędce osiedla z wielkiej
płyty stające się sypialniami
ogromnych zakładów przemysłowych
przyczyniły się do powstania
"sztucznych miast",
pozbawionych, historii i tradycji, gdzie
jedyną więziotwórczą rolę pełnił
zakład pracy. Wyrazistym przykładem
takiego miasta jest powstała w
bezpośrednim sąsiedztwie Huty Katowice
sypialnia dla jej mieszkańców na
terenie Dąbrowy Górniczej. Niektóre
blokowiska są już zwyczajowo nazwane
"dzielnicą cudów", Bronxem,
czy "Harlemem".
Po
upadku komunizmu, reformy zapoczątkowane
przez rząd Mazowieckiego powoli
przywracały znaczenie inteligencji i
kapitałowi w postaci wiedzy.
Gloryfikowana w socjalizmie klasa
robotnicza zaczęła schodzić na dalszy
plan wraz z upadkiem poszczególnych
zakładów przemysłowych, których
istnienie okazało się zbędne. To
właśnie z upadkiem komunizmu
rozpoczął się upadek dzielnic,
zamieszkiwanych przez pracowników
upadłych zakładów, doprowadzając do
powstania gett biedy.
Getta
biedy w krajobrazie Indunature.
Świat
według Kiepskich czy ludzie bez
właściwości?
Mapy
mentalne mieszkańców Śląsko -
Dąbrowskiej Indunature z wyraźnie
zaznaczonymi granicami dzielnic
"dobrych" i dzielnic
"złych", wprost zaprowadzą
nas do starych dzielnic robotniczych,
gdzie skoncentrowały się wielorakie
społeczne patologie. Ponieważ
mieszkańcy tych dzielnic związani byli
przede wszystkim z zakładem pracy,
który organizował ich życie a przede
wszystkim dostarczał pracy, która była
gwarantem codziennego utrzymania, wraz z
upadkiem zakładu nastąpiła powolna,
lecz bardzo dogłębna degradacja całych
dzielnic mieszkaniowych. Ubóstwo
wzmagała słaba infrastruktura takich
starych dzielnic. Brak podstawowego
wyposażenia sanitarnego i innych
udogodnień sprawiło, że kto miał
choć trochę odwagi i samodzielności
myślenia uciekał jak najdalej od tak
źle wyposażonych mieszkań. Z jednej
strony mamy więc do czynienia z gettami
biedy na obszarach najstarszych dzielnic
mieszkaniowych, można tu wspomnieć o
Bobrku bytomskim, świętochłowickich
Lipinach, katowickim Załężu, czy
sosnowieckim Konstantynowie z drugiej
getta tworzące się na obszarach
blokowisk, powstałych w epoce realnego
socjalizmu jako sypialnie dla ludu
pracującego, przybyłego do Indunature
jak do ziemi obiecanej.
Budowa
jednakowych domków robotniczych, czy
późniejsza już "wielka
płyta" ma swe źródła historyczne
w znanej powszechnie Karcie Ateńskiej.
Szczególny
rozwój egalitarnego mieszkalnictwa
możemy obserwować w Polsce lat
50 - tych i 60 - tych. Po drugiej wojnie
światowej pozostały ogromne moce w
przemyśle betonowym. Do tego doszły
potrzeby mieszkaniowe w zburzonych
miastach Europy. Nic więc dziwnego, że
pomysły Le Corbusiera i modernistów
stały się łatwym narzędziem
ideologicznym w rękach systemu, który
chciał społeczną równość i
egalitaryzm przenieść na obszar
mieszkalnictwa.
Osiedle
mieszkaniowe miało stać się obszarem
wcielenia w życie idei produkcji masowej
przejętej od Forda. Miała służyć
temu standaryzacja bryły i standaryzacja
technologii. Kiedy dołożyć do tego
"normatywy" mieszkaniowe
sformułowane w latach 50 i 60, można
było zająć się "produkcją"
mieszkań dla mas migrujących do
wielkich zakładów przemysłowych
budowanych na obrzeżach miast.
To
przemysłowe podejście do architektury
mieszkaniowej przejawiało się także w
"maszynowym" języku używanym
do opisu tego zjawiska. I tak człowiek
stał się użytkownikiem, rodzina -
jednostką społeczną, dom -
przestrzenną jednostką mieszkaniową
lub blokiem. Nie budowano też sklepów,
ale pawilony, ani nawet ulic tylko ciągi
pieszo - jezdne. W nowych, rozrzuconych
po obrzeżach osiedlach już raz
wyalienowani ze swojego naturalnego
otoczenia robotnicy alienowali się
jeszcze dodatkowo (Sołoducha, www.sztuka-architektury.pl
).
Pojęcie
getta biedy jest związane z wyłonieniem
się nowej, niebezpiecznej, bo
zagrażającej porządkowi społecznemu
kategorii skoncentrowanej w
"gorszych" dzielnicach wielkich
miast. Obok klasycznych wyznaczników
biedy, takich jak bezdomność, choroby i
inwalidztwo, pojawiły się całkiem nowe
związane ze zorganizowaną
przestępczością, prostytucją,
narkomanią i właśnie życiem w
zamkniętych gettach, zamieszkanych przez
nielegalnych imigrantów i kolorowe
mniejszości.
Najczęściej
mieszkańców gett biedy można
podzielić na kategorie, wśród których
wyróżnić można:
- ludzi biednych,
których ubóstwo wynika z
pasywnego stosunku do
rzeczywistości (wieloletni
beneficjenci świadczeń
społecznych, w tym zwłaszcza
matki)
- świat
przestępczy - uliczni
złoczyńcy i krąg
rzezimieszków - dzisiaj
blokersi, narkomani
- przemytników,
pokątnych sprzedawców,
ulokowanych w szarej strefie i
balansujących na granicy prawa
- nałogowych
alkoholików, włóczęgów,
dotkniętych patologiami
psychicznymi osób w wieku
produkcyjnym i wszystkich tych,
którym przeznaczona jest
egzystencja uliczna (Domański
2002, s. 27).
Zjawisko
gett skupiających ludzi wykluczonych
znane jest na całym świecie. Ot można
tu choćby wspomnieć o północnych
dzielnicach Buenos Aires, zamieszkałych
przez 800 tysięcy ludzi
najbiedniejszych, zwanych villas
miserias, brazylijskich favelas,
chilijskich poblaciones i
ogromnych, zamieszkałych przez 40 %
ludności Wenezueli tamtejszych ranchos.
Nasze śląskie skupiska biedy na takim
tle rysują się skromnie, nie znaczy to
jednak, że można ten problem
pozostawić niezauważonym.
Zamieszkująca
getta biedy prawie że już
podręcznikowa "underclass"
jest zwartym wewnętrznie segmentem.
Ludzie ci są sytuowani poza rynkiem
pracy i nurtem spraw publicznych,
którymi żyje ogół. Do
najważniejszych źródeł biedy zalicza
się długotrwałe pozostawanie bez
pracy, brak wykształcenia i kwalifikacji
zawodowych, zakorzenienie w kulturze
ubóstwa, charakteryzujące się
wyuczoną bezradnością, biernością
życiową i skłonnością do
poprzestawania na małym. Kategorie
nadreprezentowane wśród najuboższych
to młode samotne matki, tak zwany
margines społeczny, osoby dotknięte
kalectwem i mniejszości etniczne. Ci
ludzie koncentrują się w zaniedbanych i
ulegających dewastacji dzielnicach
wielkich miast (Domański 2002, s. 65).
Ubóstwo
jest wypadkową różnych procesów i
zjawisk jednak badacze za najważniejszy
aspekt ubóstwa uznają deprywację w
zakresie materialnych warunków życia i
marginalizację w ramach stosunków
społecznych. Marginalizacja jest
skutkiem strukturalnego bezrobocia
wynikającego z rozwoju technologii i
wzrostu poziomu wymaganych kwalifikacji
zawodowych, którym nie mogą sprostać
klasy niższe. W analizie mieszkańców
gett biedy warto posłużyć się
terminem "prawnicy i profesorowie
biedy" - ludzie, którzy do
perfekcji opanowali umiejętność
korzystania z możliwości oferowanych
wykluczonym przez różne organizacje
pomocy społecznej. Wśród mieszkańców
wymarłych, przemysłowych dzielnic
Śląska i Zagłębia pogłębia się
swoisty syndrom somalijski.
Zjawiskiem
zakorzenionym w biologii a właściwym
czasom, w którym na przełomie jednego
stulecia doszło do zwielokrotnienia
populacji globu, jest bagno
behawioralne: w sytuacji
przegęszczenia dochodzi w społeczności
do wykolejenia reguł koegzystencji i
patologizacji zachowań. John Calhoun
dokonał znamiennego doświadczenia na
szczurach. W zaaranżowanym
przegęszczeniu populacji szczurów
dochodziło do zachowań agresywnych przy
zdobywaniu pożywienia i zalotach,
porzucania potomstwa i patologicznych
sposobów dominacji terytorialnej
osobników najsilniejszych, które
potrafiły zagarniać nienaturalnie duży
obszar dla siebie. Przegęszczenie
populacji doprowadziło do kompletnej
dezorganizacji i patologizacji życia
(Hall, 2003, s. 48). Analogiczną
sytuację obserwować możemy w
przegęszczonych slumsach, starych, od
prawie stu lat nie remontowanych
kamienicach, gdzie w jednym pomieszczeniu
żyją czasami trzy pokolenia. Blokowiska
- spuścizna złotych czasów realnego
socjalizmu i "dominacji" klasy
robotniczej to również całkiem
pokaźny przyczynek do powstania
klasycznych gett ludzi wykluczonych. Hall
pisał, iż w celu podniesienia populacji
szczurów, bez naruszania ich
zdrowotności , wystarczy wsadzić je do
przegródek tak, aby nie widziały się
wzajemnie. Przegródki można stawiać
jedna na drugą, na tylu poziomach, ile
się komu podoba. Niestety jednak
poupychane w tych klatkach przez
dłuższy czas zwierzęta idiocieją.
(Hall, 2003, s. 212). Eksperymenty
opisane przez Halla kierują nasze myśli
w stronę budzących coraz większy
strach blokowisk, wypełnionych
snującymi się bez celu ludźmi
zbędnymi. Dramatycznym przykładem może
być osiedle Miedźna Wola, które
zostało zbudowane dla 8000 mieszkańców
rodzin pracowników kopalni Czeczot. Po
dwudziestu latach eksploatacji okazało
się, ze złoża w kopalni są na
wyczerpaniu i zakład zostanie
zamknięty. Przerażeniem napawa myśl o
przyszłości osiedla, w którym życie
wyznaczone było działalnością
kopalni. Zwłaszcza, jeżeli przypomnimy
losy osiedla Pruit Igoe w St. Louis,
gdzie po dwudziestu latach istnienia
blokowiska, które miało być nadzieją
na lepsze życie dla społeczności
okolicznych slumsów, nastąpiło jego
spektakularne wyburzenie. Jeżeli nie
zostaną stworzone szybko możliwości
pracy dla byłych pracowników kopalni
Czeczot możemy być pewni powstania
ogromnego getta biedy, ubóstwa i
impotencji zarówno mentalnej, jak i
behawioralnej. Powstanie getta
wykluczenia ma zatem również związek z
wygenerowaniem próżni socjologicznej.
Już dziś możemy obserwować wymarcie,
niegdyś prężnej dzielnicy - Grodźca,
gdzie po zamknięciu kopalni nastąpił
upadek całej infrakstruktury dzielnicy:
knajpek, sklepików, placów, gdzie
koncentrowało się życie codzienne
mieszkańców. Dezintegracja struktury
rodzinnej, izolacja od spraw, którymi
żyje ogół, funkcjonowanie na
pograniczu prawa, szczególny rytm życia
polegający na improwizowanej egzystencji
z doskoku - to cechy charakterystyczne
dla struktury getta biedy.
Indunature
staje się powoli "ziemią
jałową", cmentarzyskiem
społecznego sensu, na którym coraz
więcej Kiepskich, "wydrążonych
ludzi", ludzi bez właściwości.
"My
wydrążeni ludzie, my chochołowi
ludzie, razem się kołyszemy, głowy
napełnia nam słoma, nie znaczy nic
nasza mowa" (Eliot, 2004) zdają
się recytować codziennie jak mantrę
mieszkańcy getta biedy. Mentalni i
behawioralni impotenci.
Obserwując
degradację niektórych robotniczych
osiedli mieszkaniowych nasuwa się
skojarzenie z miasteczkiem, w którym
"anioły więdnące na drzewach od
wielu miesięcy nie golą już
bród"(Mikulski, za: Turnau 1993).
Skojarzenia literackie z dziełami
Musila, Eliota, Canetti'ego nasuwają
się same. Kraina umarłej energii
zamieszkanej przez ludzi, którzy nie
mogąc czerpać już z przeszłości, nie
są w stanie budować przyszłości, nie
potrafią zdefiniować do końca swojej
tożsamości, ponieważ to, co składało
się na nią do tej pory, przestało być
ważne. Nędza materialna mieszkańców
krainy umarłej energii jest tu, jak u
Beckett'a, jedynie metaforą ich pustki
duchowej, totalnego braku kapitału
kulturowego i niedostatecznie
rozwiniętego kapitału społecznego.
Pozbawieni jakiejkolwiek metafizycznej
racji istnienia wiodą życie zawieszone
w próżni, czekając na Godota, który
nigdy nie nadejdzie. Jałowe jest tu
wszystko: czekanie, jedzenie, gadanie
(Huelle, 2003). W pewien sposób to
ludzie żyjący w Matrixie. Na każdym,
nawet najbardziej obskurnym budynku
widoczna jest przytwierdzona antena
satelitarna - jedyna wtyczka do świata
społecznego, jedyna forma łączności
getta biedy i wykluczenia z otoczeniem.
Ale mieszkańcy getta są bezwolni -
skanują programy telewizyjne i chodzą
zaprogramowani według aktualnie
promowanego schematu. Zaprogramowani,
czekający, zawieszeni w próżni.
Niezdolni do zrobienia jakiegokolwiek
kroku. Ze zdziwieniem i niedowierzaniem
konstatujący, iż niegdysiejsza Ziemia
Obiecana stała się, nie wiadomo kiedy,
Rajem Utraconym.
Getta
dobrobytu, albo witajcie w Legolandzie
"Najlepiej
mi robi, kiedy wsiądę w taksówkę i
pojadę do Tiffany'ego. To od razu
działa na mnie kojąco. Ten spokój i ta
wytworność. Tam nie może się stać
człowiekowi nic bardzo złego, między
tymi uprzejmymi, ładnie ubranymi
ludźmi, w tym ślicznym zapachu srebra i
krokodylowych portfeli"(Capote,
1972, s. 36).
Czy
nie czujemy się podobnie, jak autorka
powyższego cytatu miss Holly Golightly -
mieszkanka Nowego Jorku - w momencie
przekraczania granic enklaw dobrobytu,
jakimi stają się, powoli wrastające na
stałe w nasz krajobraz, nowoczesne
osiedla dla klasy średniej?
Nowoczesne
osiedla, często dosłownie - ogrodzone
murem, lub po prostu stanowiące
wyraźnie wyodrębnioną przestrzeń.
Zachowany zostaje w niej jednak
tradycyjny podział na ulice, a niekiedy
nawet place, w połączeniu z unikaniem
zwartej zabudowy. Budynki budowane są
najczęściej na planie zbliżonym do
prostokąta lub podkowy, rzadko kiedy
zamknięte, oddziela je wolna
przestrzeń. Duży nacisk kładziony jest
na dopuszczanie światła, zieleń,
swobodę. Powstają więc tereny o
tradycyjnej, uporządkowanej siatce, lecz
luźnej zabudowie. Są to przestrzenie
wydzielone. Miasta w mieście, żyjące
już w pewien sposób swoim oddzielnym
życiem.
Enklawy
dobrobytu, tworzące krajobraz
"postindunature" zamieszkałe
przez przedstawicieli tworzącej się
klasy średniej. Ludzie ci to wygrani
transformacji. Beneficjenci zmiany
systemowej. Starając się zapanować nad
natłokiem spraw, łączą strategię
okazywania życzliwości i wzajemnego
szacunku z obsesyjną dyscypliną i
przestrzeganiem utartych kanonów.
Są
to ludzie obdarzeni odwagą
transformacyjną albo czymś, co w
terminologii pływackiej zwykło
określać się mianem "czucia
wody". Czucie wody, rozumiane jako
subiektywne odczuwanie cech środowiska
(ciśnienia wody, jej oporu i wyporu,
opływu strumieni wokół ciała,
temperatury, przezroczystości itd.)
pozwalające na wykonanie najbardziej
adekwatnej odpowiedzi, stanowi o
efektywności, tempie i poziomie
osiągnięć. Innymi słowy, ludzie,
zaliczani dziś do klasy średniej dali
się ponieść fali przemian, która
przykryła tych, którzy nie wykazali
się odpowiednim czuciem wody.
Enklawy
dobrobytu są kwintesencją wszystkich
ładów - urbanistyczno -
architektonicznego, funkcjonalnego,
estetycznego, ekologicznego i
społecznego. Disneyowskie i
hollywódzkie światy. Równo
poukładane, zaplanowane osiedla
kolorowych domków, stwarzających
wrażenie zbudowanych z klocków Lego
(nazwa pochodzi od duńskiego 'leg godt'
- baw się dobrze, skojarzenia z życiem
beztroskim i dobrą zabawą nasuwają
się same). Nierzadko z ulicami
wewnętrznymi nazwanymi imionami
bohaterów bajkowych lub znanymi nam
tytułami produkcji telewizyjnych i
kinowych. Spotykamy więc osiedla
sezamkowe, tęczowe, kwiatowe, ptasie,
Legolandy, Disneylandy, zielone gaje,
eldorada, arkadie - słowem sztuczne
światy, przywołujące skojarzenia z
wyimaginowanymi obrazami krain bajkowych.
Jeszcze inne osiedla sięgają po
nazewnictwo rodem z okresu sarmackiego,
które ma przypominać świetność
szlachecką i złote czasy bogatego
ziemiaństwa, z szabelką i portretem
przodka na podorędziu.
Osiedla
dobrobytu są coraz częściej bardzo
wyraźnie wyodrębnione w przestrzeni.
Usytuowane na atrakcyjnych ekologicznie
obszarach podmiejskich, ogrodzone z
wyraźnie zaznaczonymi granicami. Granice
mają charakter nie tylko dosłowny (mur,
płot, brama), ale i metaforyczny -
granice społeczne, dzielące
mieszkańców na bogatych i obecnych oraz
biednych - nieobecnych. Granice te
tworzą dwie zwarte społeczności
"luksusową i normalną" i
"biedną i patologiczną".
Dawniej przemieszane porządki biedy i
bogactwa oddziaływały na siebie
nawzajem - przykład klasy średniej i
jej stylu życia hamował rozwój wielu
patologii wśród warstw uboższych, zaś
obcowanie z kłopotami codziennej
egzystencji tych, którym się gorzej
powiodło, budziło u lepiej sytuowanych
odruchy solidarności i chęć pomocy.
Dzisiaj enklawy dobrobytu pozwalają
zamknąć się w bezpiecznej przestrzeni,
gdzie zawsze jest dobra pogoda. Łatwiej
nawet nazywać te obszary enklawami niż
gettami dobrobytu, gdyż getto nasuwa
skojarzenia negatywne. Getto wiąże się
ze stygmatyzacją, enklawa z dobrowolnym
wyłączeniem się, z zamknięciem z
wyboru.
W
krajobrazie indunature, krainie
zagubionej energii, mieszkańcy nowych
osiedli, skupiających klasę średnią,
to Ci, którzy na ziemi jałowej, jaką
stał się region upadłego przemysłu
ciężkiego energię odnaleźli gdzie
indziej niż w tonach wydobytego węgla
czy przetopionej surówki. Chodzi o
kapitał społeczny, kulturowy, kapitał
wiedzy połączony z
przedsiębiorczością i wolą wpływu na
swój los. Z dawniejszego społeczeństwa
produkcji tworzy się nowe
społeczeństwo, w którym
najważniejszą rolę zaczyna pełnić
wiedza, informacja i konsumpcja.
Enklawy
dobrobytu są widocznym przejawem
transformacji systemowej.
Mieszkańcy
śląskich enklaw dobrobytu coraz
częściej utożsamiani są ze
społeczeństwem konsumpcyjnym, czyli
spragnionym konsumpcji, ciągłej, coraz
większej i nabierającej coraz to innych
wymiarów.
Gigantomachia
procesów produkcji, w których miarą
sukcesu gospodarczego były miliony ton
wydobytego węgla, bądź przerobionej
surówki ustępuje wszechobecnej
konsumpcji. Zmiana ta widoczna jest na
wielu polach. Spektakularność i
teatralność powstawania nowych
zakładów przemysłu ciężkiego (np.
Huta Katowice) przypomina dzisiejsze
święta powstania nowego hipermarketu.
Feeria barw, dźwięków, uśmiechy na
twarzach wszystkich zadowolonych
konsumentów to symbole, które tworzą
nowe style życia, nowe rytuały
społeczne, nowe normy i sposoby
funkcjonowania w społeczeństwie.
Dawniejsze
świątynie produkcji, gdzie nabożną
cześć oddawano pracy fizycznej, która
była największą wartością,
ustępują nowym świątyniom.
Świątyniom konsumpcji, które kusząc
swoją atrakcyjną ofertą, bogactwem,
oraz dając wiele możliwości spędzania
czasu wpływają na zmiany w mentalności
pojedynczych jednostek, ale także w
skali makrospołecznej.
Najbardziej
spektakularnym przykładem zmiany, która
wciąż zachodzi od początku procesu
transformacji na terenie regionu
przemysłowego, jakim był Śląsk, jest
powstanie największego na południu
Polski centrum handlowego na terenach
zamkniętej kopalni. Dawna konstrukcja
wieży szybu górniczego posłużyła za
słup reklamowy, na którym widnieje
ogromny emblemat centrum handlowego
"Silesia". Znamienne jest
również hasło reklamujące centrum:
"Nasze nowe miejsce spotkań".
Rzeczywiście
centrum handlowe staje się nowym
miejscem spotkań, ale raczej dla
mieszkańców osiedli dobrobytu.
Wykluczeni, biedni, ofiary transformacji
pozostają poza społeczeństwem
konsumpcyjnym.
Pośród
nowoczesnych osiedli możemy zauważyć
również małe, ale coraz częściej
występujące getta rezydencjalne.
Rezydencje rodem z Beverly Hills. Ogromne
budowle, często przypominające swoją
architekturą zamki, na bardzo rozległej
powierzchni, z basenem, kortem tenisowym
a czasami nawet małym polem golfowym. O
ile mieszkańcami nowoczesnych osiedli
wybudowanych przez developerów
najczęściej są przedstawiciele
tworzącej się klasy średniej, o tyle
getta rezydencjalne przywołują nam
skojarzenia z klasą próżniaczą.
Ogromne różnice, jakie zaczynają się
rysować w starym regionie przemysłowym
pomiędzy ludźmi, "którym się
udało" a niemymi - opuszczonymi,
wykluczonymi społecznie pozwalają dziś
mówić o swoistej ekonomicznej
psychopatologii życia społecznego.
Bogaci
stają się jeszcze bogatsi, czy
stwarzają sobie własne światy
zamknięte, ale pokazywane. Dla nich są
ekskluzywne magazyny, luksusowe hotele,
bajkowe stroje - wszystko to możesz
zobaczyć na wystawie, za szybą. Ta
szyba jest barierą rzeczywistości
społecznej. Te szyby istnieją
wszędzie. Bogaci mają swoje linie,
własne samoloty, lub pierwsze klasy.
Lotnisko w Singapurze rozczarowuje, gdy
zobaczysz w jego budynku tłum Azjatów w
dżinsach, a na lotnisku we Frankfurcie
nad Menem możesz zobaczyć tłum
Gastarbeiterów, biedny, z tobołkami w
rękach, uderzająco podobny do tłumów
widywanych na dworcach kolejowych
biednych krajów wschodniej Europy
(Szczepański, 1960, s.101).
Zaślepiony
swoimi możliwościami człowiek
żarłoczny nie daje przed sobą
pierwszeństwa nikomu i odcina się od
jednej z podstawowych społecznych cnót
- gościnności, której powołaniem jest
służenie, a więc ustępowanie miejsca
innym. Atrofia politycznej, społecznej i
towarzyskiej wreszcie gościnności
wyznacza duchowy nastrój Polski
początku wieku. Gościnność jest
domeną umiaru smakowania i dyskrecji,
natomiast żywiołem obżarstwa jest
publiczne afiszowanie się nim, jako
ostentacyjnym znakiem powodzenia. Smakuje
się w prywatności jadalni,
żarłoczność natomiast najlepiej czuje
się na scenie, bowiem ta zaspokaja
zarówno jej pragnienie bycia "na
widoku", jak i bezpieczną
odległość od podziwiającej
scenicznych gwiazdorów gawiedzi.
Honorowane licznymi fotografiami w
kolorowych tygodnikach przyjęcia i rauty
w tzw. "wyższych sferach",
przyciągając czytelników, są dowodem
na to, że cicha gościnność domu
ustąpiła miejsca głośnemu,
jarmarcznemu widowisku (Sławek, 2002).
Granice.
Lęk i podziw.
W
każdym języku istnieje dużo określeń
na różne postacie lęku: lęk, strach,
groza, przerażenie, bojaźń, niepokój,
wstręt, obrzydzenie itd. Pojęcia te
dają ogólny obraz nie tylko
przeżywającego lęk podmiotu, ale też
wywołującego to uczucie przedmiotu.
Inaczej lęk, gdy człowiek chce uciec
przed sytuacją zagrażającą
bezpośrednio jego życiu, inaczej, gdy
tendencje ucieczkowe wynikają z odrazy
do przedmiotu zagrożenia, inaczej, gdy
przedmiot budzi jednoczesny podziw i
szacunek. Lęk wyraża stosunek do
świata otaczającego poprzez przyjęcie
postawy ucieczkowej "od" i tę
postawę oddają wszystkie pojęcia
określające różne rodzaje lęku
(Kępiński, 1987, s. 284). Podziw jest
szczególnym rodzajem lęku, z jednej
strony towarzyszy mu wstyd i poczucie
winy, że nie jest się tak doskonałym
jak przedmiot podziwu, z drugiej strony
zachwyt i tęsknota za niespełnionym
marzeniem. Granice między gettami to z
jednej strony granice wyznaczone wzdłuż
linii posiadania:
" opuszczeni / poniżeni to ci,
którzy nie mają nic, lub tak niewiele,
iż ich majątek jest parodią
prawdziwego posiadania. Godna szacunku
wspólnota zakłada przekonanie, iż -
mówiąc metaforycznie - jest się
"ciężkim" od dóbr, iż
zakorzeniam się w społeczeństwie za
pośrednictwem tego, co posiadam. Ci, co
nie posiadają, są wędrowcami,
żebrakami, włóczęgami, bezdomnymi
istotami, którym mogę współczuć, ale
którzy pozostaną po drugiej strony
granicy. Tak więc godna szacunku
wspólnota opiera się na posiadaniu;
wprawdzie ci, którzy nie posiadają,
mogą łączyć się w grupy, lecz te
najczęściej nielegalne lub półlegalne
związki traktowane są jako mniej lub
bardziej występne, skazując swych
uczestników na jeszcze większe
opuszczenie" (Sławek, 2000).
Zasadniczy
i dramatyczny podział na akceptowanych z
racji posiadania i nieakceptowanych z
powodu nędzy, na gościnnie
przyjmowanych przy stole i od niego
odrzuconych jest głębokim wyrzutem
etyki wobec ekonomii postępu i niczym
nieograniczonego wzrostu gospodarczego
(Sławek, 2000 ).
"Opuszczeni
i poniżeni stają się gniewni, margines
zaczyna kłaść się groźnym cieniem na
spokojnym i "porządnym"
centrum. Pytanie, jakie formułują
opuszczeni brzmi: "Czy potraficie
spojrzeć nam w oczy? Wy, którzy macie
pieniądze, żyjecie wygodnie i
dostatnio? Wy, którzy pozornie żyjecie
razem, czy potraficie spojrzeć w oczy
nam, którzy żyjemy osobno?". Takie
pytanie jest już tylko polityczną
prowokacją, uliczną manifestacją
zamykającą próbę porozumienia i
zasklepiającą obydwie strony w
szczelnych skorupach, z jednej strony na
ulicach gett, z drugiej w pilnie
strzeżonych dzielnicach dobrobytu.
Granica, choć czasem niewidzialna, jest
szczelna" (Sławek, 2000).
Z
drugiej strony granice te mają swe
źródło właśnie w społecznych
emocjach, które towarzyszą obserwatorom
zamkniętych enklaw. Lęk i podziw,
pogarda i zazdrość, ucieczka i
tęsknota.
Życie
ludzi przez tysiąclecia ściśle
związane było z małymi
społecznościami lokalnymi. Tworzyły
one izolowane wysepki własnego świata,
otoczone ogromem nieuświadamianego
zresztą przez jego mieszkańców orbis
exterior. Świat stanowiła
najbliższa okolica, poza nią
rozpościerał się już kosmos (Eliade,
1970, s. 53-88). Przestrzeń, jak
twierdzi Mircea Eliade, dla umysłów
pierwotnych była heteronomiczna, pełna
pęknięć, szczelin i specjalnych,
wydzielonych obszarów świętych,
obwarowanych zakazami i nakazami.
Uczucie
grozy przy opuszczaniu swej wioski nawet
na niewielką odległość charakteryzuje
wszystkie społeczności tradycyjne. Jego
przejawów można się także dzisiaj
doszukać w społecznościach
chłopskich, gdzie wyruszających w
drogę żegna się znakiem krzyża i
słowami: "idź z Bogiem".
Opuszczenie osady oznaczało bowiem
oddalanie się od centrum świata, w
wielu kulturach wyraźnie wyznaczanego i
czczonego jako środek miejsca swego
osiedlenia. Każda zatem społeczność
tradycyjna znała i respektowała granice
swego terytorium, posiadając jedynie
mgliste wyobrażenie o tym, co znajduje
się poza tymi granicami.
Każdorazowe
przekroczenie granic nieznanego było
źródłem strachu. Poza obrębem wioski
czy obozowiska czyhało wiele
niebezpieczeństw, z których dzikie
zwierzęta, dziwne choroby, katastrofy
naturalne i wrogie plemiona wcale nie
były największymi. Obcy teren to domena
działania złych mocy, chroniących
prawowitych mieszkańców przed intruzami
lub strzegących spokoju kości
przodków. Jeśli ponadto wziąć pod
uwagę niewyobrażalne dziś trudności,
jak brak dróg i środków lokomocji,
dokładnych map, miejsc noclegowych oraz
szok kulturowy i bariera językowa, to
nic dziwnego, iż w dalekie podróże
wypuszczali się tylko śmiałkowie.
Obraz
otaczającego świata jest zawsze
subiektywny, każdy inaczej widzi i
ocenia swe otoczenie i istniejące w nim
zagrożenia. Historia i warunki naszego
życia wpływają na to, że na jedne
bodźce zagrożenia reagujemy silnie a na
inne słabo, co nie zawsze koreluje z
obiektywną oceną niebezpieczeństwa.
Ponieważ obraz otaczającego świata
tworzy się pod znacznym wpływem naszego
otoczenia społecznego, metabolizm
informacyjny ma zawsze charakter
społeczny, dlatego w percepcji i ocenie
niebezpieczeństwa jesteśmy pod
wyraźną presją grupy społecznej, w
której żyjemy i kręgu kulturowego, do
którego należymy.
Niekiedy
sytuacje zgoła nieszkodliwe stają się
pod wpływem otoczenia społecznego
groźne. Ponieważ środowiskiem
człowieka jest przede wszystkim
otoczenie społeczne, od niego też
pochodzi najwięcej sygnałów
zagrożenia. Środowisko społeczne,
które dostarcza zbyt wiele sygnałów
zagrożenia powoduje utrwalenie się
postawy "od" otoczenia, czyli
przewagę uczuć negatywnych, złych
emocji społecznych, lęku i nienawiści.
A te właśnie uczucia prowadzą
bezpośrednio do alienacji człowieka
(Kępiński, 1987, s. 252). Pod wpływem
uczuć zmienia się nasz obraz świata.
Utrwalenie się postawy "od"
pogłębia procesy gettoizacji.
Dlatego
możemy mówić o gettach jako stanach
umysłu. To, czy umiejscawiamy dany
obszar w naszej mentalności w kategorii
zamkniętej enklawy zależy od naszej
percepcji i nastawienia.
Uczucia
negatywne samoistnie się wzmacniają.
Sztywność emocjonalna polegająca na
niemożności wyzwolenia się spod
dręczącego uczucia pogłębia uczucie
alienacji zarówno mieszkańców danego
terytorium, jak i obserwatorów. W lęku
wszystko zagraża i prowokuje do
ucieczki, w gniewie i nienawiści
wszystko drażni i pobudza do agresji
(Kępiński, 1987, s. 291). Stąd w
gettach biedy eskalacja zła, biedy,
poniżenia.
Indunature
- wrażenia subiektywne z włóczęgi
"Ludzie.
Tutejsi miejscowi. Jakże pasują do tego
krajobrazu, światła, zapachu. Jak
tworzą jedność? Jak człowiek i
krajobraz są nierozerwalną,
uzupełniającą się harmonijną
wspólnotą, tożsamością? Jak każda
rasa osadzona jest w swoim pejzażu, w
swoim klimacie? My kształtujemy nasz
krajobraz, a on formuje rysy naszych
twarzy. Biały człowiek jest wśród
tych palm, lian, w tym buszu i dżungli
jakimś dziwacznym i nieprzystającym
wstrętem" (Kapuściński, 1999, s.
7-8).
Nasza
miejska włóczęga po starym regionie
przemysłowym miała wiele podobieństw
do odkrywania nieznanych obszarów, do
przenikania przestrzeni, przekraczania
granic. Wszędzie jesteśmy obcy czy w
getcie biedy czy bogactwa, chodzi o to,
aby granice poszerzały horyzonty
patrzenia. Getta miejskie to swoiste
rubieże świata i człowieka -
mieszkańca wielkiej metropolii, granica,
sytuacje graniczne, takie, dokąd nie
idzie się stadnie, ale idzie się
samemu.
"Żyjąc
na granicy można się stać człowiekiem
ciasnym, zapatrzonym tylko w siebie
samego, ale będąc człowiekiem
pogranicza można się także poszerzyć,
można mieć szerokie horyzonty, można
powiedzieć tak: kto głupi, a postawi
się go blisko granicy, to zostanie
jeszcze głupszy, a kto mądry i stanie
blisko granicy, ten zobaczy wielkie
horyzonty i wielki świat"
(Tischner, 2001).
Socjologia getta, socjologia granic to
wyzwanie i wielki temat dla badaczy
społeczeństwa wielkiej zmiany. Getta
biedy - jako skutek społecznej traumy i
getta dobrobytu - nagroda za
transformacyjną odwagę, za
transgresję.
Bibliografia:
- Calimani,
Riccardo. 2002. Historia getta
weneckiego, Warszawa:
Czytelnik
- Capote, Truman.
1972. Śniadanie u
Tiffany'ego, Warszawa:
Czytelnik
- Domański, Henryk.
2002. Ubóstwo w
społeczeństwach
postkomunistycznych, Warszawa:
Instytut Spraw Publicznych.
- Eliade, Mircea.
1970. Sacrum, mit, historia, Warszawa:
- Eliot, Thomas
Stearnes. 2004. Ziemia
Jałowa, Warszawa:
Wydawnictwo Literackie
- Hall, Edward.
2003. Ukryty wymiar,
Warszawa: Muza
- Kapuściński,
Ryszard.1999. Heban,
Warszawa: Czytelnik
- Kępiński,
Antoni. 1987. Lęk,
Warszawa: Państwowy Zakład
Wydawnictw Lekarskich
- Kojder,
Andrzej.1980. Co to jest
teoria naznaczenia społecznego?
Studia Socjologiczne 1980, nr 3.
- Mikulski,
Kazimierz w: Grzegorz Turnau.
1993. Pod światło.
Warszawa: Kompania Muzyczna
Pomaton
- Rilke, Rainer
Maria. 1996. Powiastki o Panu
Bogu, Warszawa: Sic!
- Szczepański, Jan.
1960. Sprawy ludzkie,
Warszawa: Czytelnik
- Szczepański,
Marek Stanisław. 2002. Dzieci
Midasa i Łazarza. Społeczne
problemy województwa śląskiego
na przełomie wieków i
tysiącleci, w: Jan Górecki,
Henryk Olszar (red.), Górny
Śląsk na przełomie wieków.
Nadzieje i niepokoje, Katowice
- Piekary Śląskie: Instytut
Górnośląski
- Szczepański,
Marek Stanisław. 1991. Wartości
ekologiczne przestrzeni i miejsc.
Wyniki badań empirycznych, w:
Kazimiera Wódz (red.), Przestrzeń
wielkiego miasta w perspektywie
badań nad planowaniem i
żywiołowością, Katowice:
Uniwersytet Śląski
- Szczepański,
Marek Stanisław. 2005. Miasta
realnego socjalizmu - miasta
realnego kapitalizmu. Aktorzy
pierwszoplanowi i epizodyczni, w:
Bohdan Jałowiecki, Andrzej
Majer, Marek S. Szczepański
(red.), Przemiany miasta.
Wokół socjologii Aleksandra
Wallisa, Warszawa: Scholar
- Szczepański,
Marek Stanisław. 2004. Rozwój
przez upadek? Województwo
Śląskie: społeczne problemy
regionu i jego metamorfozy,
Problemy Ekologii, vol. 8, nr 4,
lipiec - sierpień, s. 167-169
- Tischner, Józef.
cyt za: Miodek J., Z pińska w
świat, Gazeta Wyborcza, z
16.10.2001, s.2
- Wacquant, Lo?c.
2004. Ghetto. w:
International Encyclopedia of the
Social & Behavioral Sciences,
Elsevier Ltd.
- Internet:
- Huelle, Paweł.
2003. Poza swój czas.
Miesięcznik internetowy Recogito.
http://www.recogito.l.pl/recogito_zy/dookola.htm
- Sławek, Tadeusz.
2000. Nieme spojrzenie
opuszczonych. Tygodnik
Powszechny Online
- http://www.tygodnik.com.pl/kontrapunkt/24-25/slawek.html
- Sołoducha,
Krzysztof. Krótka historia
blokowis,.
- http://www.sztuka-architektury.pl/index.php?ID_PAGE=258
|