|
Walenty
Roździeński
Officina
ferraria
|
|
|
"Niezwykła
kariera staropolskiego poematu" - to
tytuł opracowania Renardy Ocieczkowej na
temat pochodzącego z 1612 roku dzieła
Walentego Roździeńskiego:
"Officina ferraria abo Huta i
warstat z kuźniami szlachetnego dzieła
żelaznego". Nie tylko kariera, ale
i samo dzieło - nie mówiąc już o
autorze - są niezwykłe. Kompletnie nie
przystają do swoich czasów, burzą
obowiązujące wówczas reguły, a
przeniesione na współczesny nam grunt
zachwycają niepowtarzalnym urokiem.
Zanim więc w czasie historycznego
gwarkowskiego pochodu minie nas skromnie
wyglądający jegomość, mocno
ściskający w rękach księgę z napisem
"Officina ferraria",
przypatrzmy się jego niezwykłej
karierze.
Dlaczego
Roździeński wielkim poetą był?
Otóż nie był.
Sam Roździeński zresztą uznaje swój
rym za "prosty", choć dziś
powiedzielibyśmy raczej, że jest
ryzykowny. Trzynastozgłoskowiec
"Officiny" czasem się łamie,
a prosta jednopłaszyznowość poematu z
całą pewnością nie postawi go w
pierwszym szeregu arcydzieł literatury.
Być może autor tylko dlatego nadał
dziełu poetycką formę, iż uznał jego
temat za tak bardzo dostojny. Takiego
zdania jest Czesław Hernas, który
dodaje, że poemat bliższy jest
piśmiennictwu naukowemu tamtych czasów
niż literaturze. Po kropce czytamy
jednak, że Hernas docenia ambicje
humanistycznej syntezy oraz podkreślanie
godności pracy górnika i hutnika.
Niesamowite w
dziele Roździeńskiego jest to, że jako
jedyny w owych czasach pisze o
ciężkiej, fizycznej pracy bez
protekcjonalnej wyższości. Nie opisuje
"sielanki", a wysiłek
kuźników nie ma charakteru zdrowej
rekreacji na świeżym powietrzu. Praca
ma swoją godność, robotnicy - dumę,
nawet żelazo ma "powagę".
Próżno tam szukać współczucia jakim
arystokratyczny twórca obdarzał
ciężko pracujących chłopów.
Roździeński widzi trud, ale z
hutniczego trudu wypływa godność i
duma z dobrze wykonanej roboty.
"Officina"
jest niezwykła, bo jest także
źródłem wiedzy historycznej. Sporo
znajdą w niej językoznawcy. Dla
historyka myśli technicznej to prawdziwa
perła, bo opisuje dawne technologie.
Badacz obyczajów także znajdzie wiele
cennych informacji. Sporo dowiadujemy
się o ówczesnej geografii czy nawet
historii światowej metalurgii.
Roździeński zajmuje się nawet tym, co
dziś nazwalibyśmy prowadzeniem biznesu,
a prawdziwe rozczulenie może budzić
opis sposobów, w jaki nieuczciwi
robotnicy dopuszczają się kradzieży
żelaza. Autor od razu uprzedza nas -
gdybyśmy chcieli taki biznes prowadzić
- gdzie szukać a na wszelki wypadek
dodaje, że dozorcę i tak powinniśmy
zatrudnić.
To także
źródło historii Tarnowskich Gór.
Roździeński opisuje pierwszą bryłę
srebrnego kruszcu wykopaną podczas orki
przez mitycznego chłopa Rybkę oraz
powstanie miasta. Oddaje charakter
Tarnowskich Gór i zajęcia jego
mieszkańców, stanowi pochwałę miasta
- autor opisuje bowiem złoty wiek
tarnogórskiego górnictwa.
Lepiej późno
niż wcale
Mało brakowało,
a nie wiedzielibyśmy dzisiaj nic o
dziele Roździeńskiego. Jedyny zachowany
do współczesnych czasów egzemplarz
"Officina ferraria" odkryto
dopiero w 1926 roku. Wśród ksiąg
należących do siedemnastowiecznego
bibliofila, Jana Kazimierza Grabskiego,
które ten w testamencie przekazał
Bibliotece Kapituły Gnieźnieńskiej,
poemat Roździeńskiego odnalazł ksiądz
Leon Formanowicz.
Odkrycie
ogłosił w opracowaniu "Biblioteki
gnieźnieńskie i pomorskie", zaś
sam poemat wydano - w niepełnej postaci
- w 1933 roku. Od tego czasu dzieło
zaczęło fascynować wielu badaczy
literatury. Należał do nich bez
wątpienia profesor Roman Pollak, który
w 1936 roku doprowadził do pełnego
wydania "Officiny". Studia nad
poematem Roździeńskiego prowadzili
Seweryn Respond, Jan Zaręba i
Mieczysław Radwan. W latach wojny
Niemka, Emma Haertel, opublikowała
pracę o związkach dzieła
Roździeńskiego z niemiecką kulturą
techniczną.
W 1976 roku Cyryl
Stanley Smith z Massachussetts Institute
of Technology z amerykańskiego Cambridge
zainteresował poematem swoich
uczelnianych kolegów zajmujących się
historią metalurgii. Tak doszło do
przetłumaczenia "Officina
ferraria" na język angielski. Dziś
Walenty Roździeński ma na Górnym
Śląsku ulice swojego imienia i miejsce
w gwarkowskim pochodzie, napisano
kilkadziesiąt opracowań naukowych na
temat jego poematu, podjęto też badania
nad życiem śląskiego poety.
Dzieło
niechlujnie wydrukowane
Fachowy opis
"Officiny" zawdzęczamy Janowi
Kuglinowi, autorowi artykułu
"Szymon Kempini i jego druk
>Officina Ferraria<". Artykuł
ukazał się nakładem (300 sztuk!)
Powielarni Instytutu Śląskiego w Opolu
sygnowany datą 1962. Wspomniany Szymon
Kempini to właściciel krakowskiego
warsztatu, w którym dzieło
Rozdzieńskiego wydrukowano. Niestety -
mroki historii okryły zarówno postać
Kempiniego, jak i losy jego warszatatu i
- jak pisze - Kuglin "jedynym
realnym dowodem istnienia i pracy
Kempiniego są jego druki". Także
tych zachowało się niewiele, z jednej
strony winny jest upływ czasu i liczne
zawieruchy wojenne, z drugiej - mało
trwały materiał, na jakim książki
swoje Kempini drukował. Stosując
dzisiejsze normy, moglibyśmy
powiedzieć, że większość jego
książek powstała na papierze o
gramaturze 50 lub 45 gramów. Zwykły,
używany dziś papier do drukarki ma
przynajmniej gramów 80.
W warsztacie
mistrza drukarskiego Szymona wydrukowano
między innymi (1605)
"Politykę" - fundamentalne
dzieło Arystotelesa, zaś Jan Kuglin
uważa, że w okresie dobrej koniunktury
warsztat Kempiniego zatrudniał 20 osób.
Autor artykułu zarzuca Kempiniemu pewne
błędy fachowe: w "Polityce"
pomylona została paginacja. Oberwało
się Kempiniemu także za
"Officinę" - w dziele tym, na
27 stronie znajduje się utwór
poświęcony Wulkanowi, a towarzyszy mu
ilustracja tych antycznych postaci.
Kuglin opisuje ją jako "rysunkowo
obraz bardzo nieudolnie
przedstawiony." Nie zmienia to
oczywiście dość istotnego faktu, że
wszelkie ilustracje dzieła
Rozdzieńskiego są oryginalnymi
drzeworytami, powstałymi specjalnie na
potrzeby tej książki.
Generalnie jednak
na pracy drukarskiej nie pozostawiono w
artykule suchej nitki wytykając:
"niedbalstwo, brak przemyślenia w
układzie oraz nieczytelne odbicie prawie
całej książki". Na osłodę autor
chwali jakość farby drukarskiej, co
istotne jest o tyle, o ile każdy
warsztat pracował wówczas przy użyciu
farby własnej produkcji. Farbę
wyrabiali drukarze z sadzy i lnianego
pokostu.
Kim pan jest,
panie Roździeński?
Znani i uznani za
życia literaci mają życiorysy dobrze
udokumentowane. Wcześnie zaczęto
zbierać pamiątki po nich, opisano
wszystko to, co istotne. Ponieważ
żyjący na przełomie szesnastego i
siedemnastego wieku Roździeński odkryty
został dopiero w dwudziestym wieku,
skazani jesteśmy na domysły. Znaleziono
sporo dokumentów mogących być
świadectwem jego życia, ale o
prawdziwą, naukową pewność tutaj
trudno. Narodziny Walentego
Roździeńskiego datuje się na siódmą
dekadę szesnastego wieku, wiadomo, że
miał brata Jana i siostry: Annę i
Dorotę. Sam Roździeński pisze o
wielopokoleniowych tradycjach hutniczych
swojej rodziny pochodzącej z okolic
Lublińca.
Wiemy także, że
razem z bratem prowadził odziedziczoną
po ojcu kuźnię. Prawdopodobnie poemat
hutniczy zawdzięczamy zresztą plajcie
tego "warstatu". Zrujnowany
Walenty znalazł się w więzieniu, z
którego wyciągnął go możny
właściciel Lublińca i koszęcińskich
kuźni - Andrzej Kochcicki.
Prawdopodobnie pod wpływem lektur z
bogatej biblioteki na lublinieckim dworze
Roździeński zaczął pisać poemat.
"Officina ferraria" - pisana
prawdopodobnie w latach 1602 - 1608 -
rozpoczyna się zresztą od pochwały
"Czapli" - herbu rodziny
Kochcickich, której autor winien był
wdzięczność.
Walenty urodził
się pod nazwiskiem Brusek lub Brusiek -
wiadomo, że tak nazywał się jego
ojciec - Jakub. "Rozdzieński"
pochodzi od kuźni Walentego w
Roździeniu - na ówczesnym Śląsu taka
praktyka nabywania nazwiska była dość
powszechna.
Z zapisów
Kościoła Mariackiego w Krakowie wynika,
że Walenty Roździeński pojął tam za
żonę Annę. Dokumenty krakowskiej Kurii
Metropolitalnej mówią z kolei, że
dłuższy czas mieszkał w Koziegłowach
(Księstwo Siewierskie). Uniwersytet
Jagielloński ma pochodzącą z 1626 roku
listę nowych studentów, na których
figuruje syn Walentego Roździeńskiego.
Niewiele tu faktów pewnych, nawet datę
śmierci pisarza określa się
przedziałem 1640 - 1642.
Wiele jest za to
miejsc związanych z Roździeńskim:
Roździeń w którym się wychowywał,
Lubliniec, Bytom, Kraków, Siewierz... I
Tarnowskie Góry, gdzie co roku, na
"Gwarkach" pojawia się
skromnie wyglądający jegomość, mocno
ściskający w rękach księgę z napisem
"Officina ferraria". Jak
skrzętnie wynotował Jery Bugajski -
autor biogramu Roździeńskiego w
"Słowniku biograficznym regionu
tarnogórskiego (tom I) - imieniem autora
"Officiny" nazwano Technikum
Hutnicze w Szopienicach (1965), a także
Dom Kultury w Koszęcinie (1986), w
pobliżu tej placówki znajduje się też
obelisk poświęcony pamięci hutnika -
poety. Została także "Officina
ferraria" z opisem początków
Tarnowskich Gór:
Lecz dopiero
na ten czas, gdy las wyrąbali
Na tym miejscu, a miasto byli
zbudowali
Przed tym prawie Blaszynem -
bydła straconego
Szukając rzeczony Rybka dnia
jednego
Natrafił pod wykrotą kruszec,
który było
Korznie z sobą na wierzch
ziemię wytargało.
(...)
Na ten czas tam jeno trzy liche
domki były
A druhy tak leda gdzie pod
drzewem mieszkali
W budach darniem pokrytych,
wszakoż nic nie dbali
O rozkoszne mieszkanie, kiedy
kruszec mieli.
Zatym książę rozkazał, aby
wysiekano
On las, a na tym miejscu miasto
zbudowano.
A stąd ludzie - zszedłszy się
zewsząd - w krótkiej chwili
Robiąc kruszce, niemałe miasto
zbudowali.
Któremu od Tarnowic zaraz dali
imię
Tarnowskie Góry (...)
Zbigniew Markowski
|